Przede wszystkim nie da się nie odnieść wrażenia że z radością 🙂 Zgadzam się – w zakresie krytykowania za sposób oferowania produktów inwestycyjnych. W zakresie komentarzy dotyczących samych produktów (których akurat ta kara nie dotyczy) wiedza piszących pozostawia wiele do życzenia.

To oczywiście bardzo poczytne – i oczekiwane przez czytelników – podejście: opisać produkty inwestycyjne jako oszustwo 🙂 Cóż – można i tak. Ale nawet to nie uprawnia do powtarzania potocznych błędnych informacji. No – przyjrzyjmy się co o decyzji UOKiK piszą media.

TVN BIS

http://tvn24bis.pl/informacje,187/kara-za-polisolokaty-szef-uokik-to-byly-produkty-oszukancze,480170.html

Już sam tytuł daje wiele do myślenia: Kara za polisolokaty. Szef UOKiK: To były produkty oszukańcze.

Przypomnę – afera dotyczy głównie oferowanych w Open Finanse, Getin Bank, Noble Bank, Idea Bank i tym podobnych firmach (dziwne ? – jednej grupy) 10 lub 15 letnich produktów strukturyzowanych.

Przepraszam, ale ręce opadają czytając sformułowanie, że to produkty oszukańcze. To, że inwestor wpłacając pieniądze do produktu nie ma pojęcia czym jest produkt strukturyzowany nie oznacza nielegalności czy też oszustwa w takim produkcie.

To, że doradca (?) w okienku bankowym opowiadał bajki – nie zwalnia osoby pełnoletniej z nieświadomego podpisania umowy o produkt inwestycyjny!

Proszę zapytać osoby, które na produktach strukturyzowanych zarabiały po kilkanaście procent (statystycznie co 10 taki produkt) czy uważają to rozwiązanie za oszustwo.

Zgodzę się – i absolutnie przyklasnąłbym tytułowi artykułu: Oszukańcze metody oferowania produktów inwestycyjnych. To akurat prawda w podanych bankach.

Dziennikarze nie zauważają, że w ostatnich 10 latach w Polsce uruchomiono kilka tysięcy różnych produktów strukturyzowanych. Połowa z nich zakończyła się wynikiem 0%. Część (tych , które miały ochronę kapitału na poziomie 80%) straciła czasem i 20%. Ale nie słyuszałem aby którakolwiek z tych osób czuła się oszukana. Dlaczego? Ponieważ inne banki i instytucje finansowe oferowały produkty strukturyzowane w inny – merytoryczny i zrozumiały dla Klienta sposób!

Problem nie leży w produkcie. Ale w procesie jego oferowania (przynajmniej w niektórych bankach)

Czytamy dalej: Konsultanci oferując nierzadko produkt przez telefon, przedstawiali go klientom szukającym bezpiecznej lokaty jako produkt oszczędnościowy, nie informując o dużym ryzyku z nim związanym. Eksponowali korzyści kosztem informacji o możliwych stratach.

Chwila – przecież tu akurat nie mówiono nieprawdy. Produkty strukturyzowane na koniec okresu na który są zawierane dają ochronę kapitału. Co prawda w przypadku niektórych produktów (oferowanych w grupie Getin Banku) w najgorszym razie klient straci kilkanaście procent (na końcu trwania produktu, jeżeli coś od czego zależy produkt nie zarobi) ale te koszty to wynik przedziwnej konstrukcji produktu: wpłacasz 20% a inwestowane jest od samego początku 100%. Jeżeli ktoś z Klientów zakładał, że taki swoisty ‚kredyt’ na brakujące 80% jest bezpłatny…

Ale znów – chodzi o sposób opowiadania bajek w punktach sprzedaży. I … braku podsawowej świadomości Klientów banków.

Jest też rozsądna decyzja po stronie Urzędów: Urząd nie będzie dążył do całkowitego zakazu sprzedaży polisolokat, a tylko ściślejszego ich uregulowania, a zwłaszcza zwiększenia obowiązków informacyjnych.

To rozsądne podejście. Chętnie pomogę (jestem już po rozmowach z przedstawicielami Rzecznika Ubezpieczonych) przygotować proste szablony wzorcowych dokumentów dotyczących tzw. polisolokat. To, że prywatnie nigdy bym w strukturę nie zainwestował i większość z nich oceniam jako słabe produkty nie znaczy, że trzeba zakazać ich oferowania. Uzasadnię w jednym z kolejnych artykułów, że są grupy (świadomych) inwestorów – dla których produkty strukturyzowane to świetna inwestycja.

Pojawił się też cytat wypowiedzi przedstawiciela jednej z instytucji:  Już sama nazwa „polisolokata” wprowadza w błąd, bo to jest ani polisa, ani lokata. Natomiast oba te słowa wzmacniają poczucie bezpieczeństwa klienta, bo i polisa i lokata kojarzy się z czymś bezpiecznym. De facto jest to produkt inwestycyjny wysokiego ryzyka.

W tym jednym zdaniu nie zgadzam się (merytorycznie) z kilkoma jego elementami.

1. „nie jest to ani polisa ani lokata”. Nie jest to lokata – i samo sformułowanie polisolokata powinno zniknąć z rynku – tu się zgadzam. Nie jest też czystą polisą – to też prawda. Natomiast opakowanie produktu inwestycyjnego w formę polisy dawało (już nie – właśnie zmieniła się ustawa) możliwość uniknięcia podatku przy końcu inwestycji + kilka innych cech związanych z ubezpieczeniem (mało istotnych w tym rodzaju produktu)

2. „Polisa i lokata kojarzą się z czymś bezpiecznym”. To zdanie wyjęte wprost z haseł nagłaśnianych na forach dyskusyjnych przez kancelarie prawne. Osobom, które inwestowały w te produkty z pewnością nie chodziło o ubezpieczenie. Przypomnijmy podstawową wiedzę z ekonomii: składka na ubezpieczenie jest składką płaconą w zamian za prawdopodobną wypłatę świadczenia ubezpieczeniowego jeżeli zajdzie określone zdarzenie ubezpieczeniowe. Jeżeli posiadacz produktu, do którego wpłacał środki pieniężne uważał produkt za ubezpieczenie – to tak naprawdę nie powinien oczekiwać żadnego zysku (ubezpieczenie to nie inwestycja). W tym kontekście ubezpieczenia nie można nazwać bezpieczną inwestycją 🙂

Oczywiście zgadzam się z drugą częścią – produkty nie są żadną lokatą. Co najwyżej lokatą kapitału. A bardziej szczegółowo: lokatą strukturyzowaną. A w reklamach często banki stosują skrót myślowy (oczywiście ze szkodą dla Klienta, który słowo lokata interpretuje bez zastanowienia jako lokatę). UOKiK mógłby zauważyć, że inne firmy też wprowadzają w reklamie w błąd – np. reklama produktu SALSA w Expanderze miała wielki tytuł: Ognista lokata 9%. Ani słowa, że to ‚lokata’ strukturyzowana.

3. „Produkt wysokiego ryzyka„. Ależ jest wręcz przeciwnie. Produkty strukturyzowane to produkty niskiego ryzyka. Dają inwestorom możliwość inwestowania na bardzo ryzykownych rynkach: akcje, waluty, surowce – z ochroną kapitału (z reguły w wysokości 100%). To, że jeden bank zaoferował taki produkt na 10 czy 15 lat i dał ochronę kapitału pomniejszoną o koszty – cóż – bank może taki produkt wyprodukować. Inwestor – nie zgadzając się na te warunki nie musi umowy podpisywać.

Problem tutaj dotyczył sposobu oferowania – który niestety nie informował Klienta o ryzykach. Ale – znów – to nie problem produktu. I nie można o produktach strukturyzowanych mówić i pisać, że to produkty wysokiego ryzyka. Tak po prostu nie jest.

Proszę spojrzeć na analizę wyników ponad 700 produktów, którą opracowałem w 2011 roku – i na tej podstawie określić, czy to faktycznie produkty o wysokim ryzyku?

Drugi artykuł na portalu TVN 24 BIS

Tu bardzo dobry tytuł: „Ponad 50 milionów kary za polisolokaty. „Brak kupieckiej uczciwości”

Cytowany w artykule komunikat UOKiKu pozostawia wiele do życzenia:

Polisolokatami potocznie zwane są ubezpieczenia na życie i dożycie z ubezpieczeniowymi funduszami kapitałowymi.

Stop – polisolokaty to z reguły produkty strukturyzowane opakowane w formę polisy. Czasem zwykłe lokaty opakowane w formę polisy. A czasem produkt na dożycie z JEDNYM ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym. Istota polisolokaty to brak możliwości wpływania inwestora na wynik inwestycji.

Produkty z wieloma funduszami inwestycyjnymi to polisy inwestycyjne a nie polisolokaty.

To produkty zakładające podział środków w nieznacznej części na ubezpieczenie, a większości na inwestowanie.

Sam mam kilkanaście produktów typu polisa inwestycyjna. I zapewniam – koszt ubezpieczenia jest znany. A nie nieznany. Jest dokładnie podany w tabelach opłat i warunkach ubezpieczenia. Co do grosza lub co do procentu. I koszt ubezpieczenia nie jest nieznaczny – jest nieistotny. W wielu produktach jest to około 1 złotówki miesięcznej. To składka za czyste ubezpieczenie na życie w wysokości – zależnie od produktu od 100 do kilku tysięcy złotych + czasem ubezpieczenie NW (np. na 25.00o).

Cała reszta idzie na inwestycję. Podkreślam: inwestycję a nie pasywne wpłacanie i czekanie na ewentualny zysk.

Inwestycja może (ale nie musi, gdyż możliwa jest również strata) przynieść zysk dopiero po wielu latach, np. 10, 15.

Brzmi jak cytat z ulotki reklamowej. Wyjaśnijmy: autor cytatu ma na myśli polisolokaty w formie produktu strukturyzowanego 10- 15-letniego. I tu faktycznie – inwestor nie ma żadnego wpływu na wynik inwestycji i musi czekać na zakończenie takiego produktu.

Pisanie o 10- czy 15-latach jest nieporozumieniem. Dotyczy marginalnej liczby produktów strukturyzowanych w formie polisolokaty. 90% produktów strukturyzowanych to produkty krótkoterminowe – półroczne, roczne, dwuletnie. Afera z dziwolągami inwestycyjnymi na 10- czy 15-lat została wprowadzona przez jeden bank (grupa Getin) i nie można oceniać całego rynku w oparciu o wyjątkowe działanie jednej z firm…

Inwestor ma wybór – struktury dostępne są w prawie każdym banku. Z reguły na okres krótszy niż kilka lat. Jeżeli inwestor nie umiał dokonać wyboru i zdecydował się na produkt 15-letni oparty o strukturę w oparciu o bajki opowiadane przez doradcę – to można za to winić doradcę (i inwestora za brak wiedzy). Ale nie produkty!

Jeżeli mówimy o produktach strukturyzowanych – to szansa na stratę jest tylko wtedy gdy inwestor wybiera produkt, który z góry informuje, że ochrona kapitału jest na poziomie mniejszym niż 100%. Strata w strukturze możliwa jest tylko w przypadku gdy inwestor (mniej lub bardziej świadomie) wybierze strukturę z ochroną kapitału niższą niż 100 wpłat. Ale to już wybór inwestora (oczywiście w takim produkcie zysk może być wyższy – gdyż większa część kapitału inwestowana jest w opcję)

Jeżeli mówimy o polisach inwestycyjnych – z dostępem do wielu funduszy – to końcowy wynik nie zależy od produktu. Ale od tego jak inwestor będzie zarządzał tymi funduszami zmieniając skład portfela w zależności od sytuacji. Straty w polisach to wynik braku świadomości inwestorów czym jest inwestycja. Oczywiście w ulotkach reklamowych będą informować, że w długim okresie się zarobi. Cóż – czasem tak czasem nie. Można więc liczyć na szczęście lub świadomie z takiego produktu korzystać.

Zazwyczaj wcześniejsza rezygnacja z zawartej umowy oznacza utratę całości lub części środków

Zależy od produktu. Inwestor wszystko ma zapisane w warunkach umowy, które podpisuje. Krótkoterminowe struktury mogą mieć opłatę za zerwanie umowy na poziomie np. 1-2%. Długoterminowe – muszą mieć wysokie opłaty – w końcu za część kapitału jest zakupiona (w imieniu inwestora) opcja, której zerwanie przed terminem skutkuje przepadkiem ceny opcji.

Jeżeli inwestor planował inwestować w fundusze – i nie są mu potrzebne dodatkowe korzyści prawne, podatkowe, spadkowe i funduszowe – które oferuje polisa – może inwestować bez opłat i zobowiązań na platformie mBanku. Tam też wynik zależy tylko i wyłącznie od decyzji inwestora. Inwestor ma wybór. Niestety – często dokonuje wyboru nie mając wiedzy o rynku finansowym. Ale o to nie można mieć pretensji do producentów produktów inwestycyjnych…

I wreszcie jakaś konkretna porada na przyszłość (nie trzeba komentować):

Po drugie: „Bądź krytyczny – nie wierz od razu w obietnice szybkich i wysokich zysków. Masz czas do namysłu, zabierz ogólne warunki ubezpieczenia i regulamin do domu, przeanalizuj zawarte informacje, porównaj opinie innych klientów”.

UDOSTĘPNIJ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here