Archiwum

NAC (National Achievers Congress) 2013 Warszawa – pierwsze wrażenia

Kilka tygodni temu zapraszałem na to wyjątkowe w Polsce wydarzenie. Czas na relację oraz moje osobiste wrażenia i doświadczenia z tego kongresu, który zgromadził około 4.000 uczestników (policzyliśmy krzesła na sali:)) Dziś moje ogólne spostrzeżenia – trochę osobiste – szczególnie po kilku krytycznych opiniach o tym kongresie.

Formuła kongresów NAC na świecie…

… jest zawsze taka sama. Takie spotkania realizowane są w wielu krajach. W Polsce – takie wydarzenie widzieliśmy po raz pierwszy.

To dla uczestników możliwość między innymi:

  • obejrzenia na scenie na żywo największych mówców motywacyjnych, autorów bestsellerów oraz szkoleniowców – z różnych dziedzin
  • dla niektórych możliwość spotkania na żywo autorów książek, które sporo zmieniły w czyimś życiu
  • spotkań kuluarowych
  • zdobycia autografów
  • poznania nowych osób i przebywania w grupie uczestników o pozytywnym nastawieniu do życia
  • zakupu na stoiskach partnerów książek / audiobooków / zestawów DVD w dobrych cenach
  • zakupu szkoleń oferowanych przez prowadzących w cenach innych niż katalogowe

A dla prowadzących:

  • możliwość zaoferowania ze sceny swoich produktów i usług (np. zaawansowanych szkoleń, książek)

W trakcie dwudniowej konferencji występuje zawsze kilkunastu mówców, mających do dyspozycji (poza gwiazdami wieczoru) około 1,5 godziny czasu na wystąpienie. Modelowo w ciągu pierwszych 70 minut prowadzący mają udostępnić słuchaczom wartościową wiedzę z dziedziny, którą się zajmują a ostatnie 15-20 minut prezentacji mogą przeznaczyć na ofertę swoich zaawansowanych szkoleń, czy też książek lub nagrań DVD.

Polacy bardzo nie lubią gdy im się coś sprzedaje

To moje główne spostrzeżenie z obserwacji zachowań na kongresie NAC czy też na czerwcowym Millioner Mind Intensive.

Model 15% czasu na wstęp i prezentację swojej osoby + 65% czasu na przekazanie wartościowej wiedzy + 20% na przedstawienie oferty swoich produktów to w mojej ocenie – bardzo uczciwy układ. Otrzymuję fragment bardzo praktycznej wiedzy, i mam możliwość (nie obowiązek) skorzystania z ciekawej oferty szkoleniowej. Nikogo chyba nie dziwi, że prowadzący takie szkolenie prowadzi własny biznes – i prowadzenie biznesu związane jest raczej z zarabianiem pieniędzy czyli oferowaniem swoich usług?

Odniosłem jednak wrażenie, że część uczestników obu tych wydarzeń jest innego zdania. Mimo próśb organizatorów, aby nie opuszczać prezentacji w trakcie – jak tylko prowadzący rozpoczynał omawiać i reklamować swój kurs czy też szkolenie – duża część uczestników opuszczała salę. Nie wyglądało to najlepiej, także z punktu widza. Samo opuszczenie sali – można jeszcze zrozumieć. Natomiast narzekania, na sam fakt, że ktoś ze sceny ‚ośmielił się’ coś oferować (takie komentarze znajdziemy w internecie) i ocenianie całego kongresu negatywnie tylko z tego powodu są w mojej ocenie mocno nieuzasadnione.

Przepraszam ale muszę tu dać choć jedno porównanie: dlaczego oglądamy w takim razie telewizję? Też są reklamy (nawet w płatnej kablówce) – można wyjść z pokoju w ich trakcie – ale jakoś nie rezygnujemy z oglądania TV mimo, że co 20 minut ktoś nam coś sprzedaje… Przykłady można mnożyć. W restauracji zawsze dopytają się czy podać coś jeszcze. Firmy w których pracujemy także sprzedają swoje usługi.

Inne ciekawe spostrzeżenie – na kongresie kilkukrotnie padło pytanie o to czy są na sali osoby działające w MLM. Uniosło się wiele rąk. I to co mnie całkowicie zaskoczyło – w trakcie gdy prowadzący rozpoczynali sprzedaż swoich produktów … wiele z osób, które zajmują się sprzedażą … wychodziło z sali zamiast obserwować jak realizują to prowadzący. Dziwne 🙂

Kongres NAC to spotkanie dla wszystkich ale nie dla każdego

Przywołałem tu słynne zdanie, które powtarzamy w grupach networkingowych BNI. Jeżeli ktoś interesuje się rozwojem osobistym, zna publikacje autorów i ma świadomość tego, że jeden autor ma na prezentację 90 minut trudno mi wyobrazić sobie aby nie wynieść żadnych inspiracji z takiego wydarzenia a przy okazji poznać mniej znanych sobie wcześniej prezenterów.

Natomiast rozumiem osoby, które na wydarzeniu znalazły się nieco przypadkowo – bez sprecyzowanych celów lub z wygórowanymi oczekiwaniami. Ale stąpajmy twardo po ziemi. Czysto życiowo trudno oczekiwać aby kongres gdzie występuje kilkunastu mówców z różnych dziedzin miał jedną spójną wizję, czy też miał charakter jednego wyłącznie merytorycznego szkolenia. I aby każdy był zainteresowany każdym tematem poruszanym na wydarzeniu.

Osobiście jednego z wystąpień nie wysłuchałem (to całkiem nie moje zainteresowania) natomiast z większości z pozostałych wyniosłem wiele cennych informacji – życiowych, ale i dla moich biznesów. O niektórych z nich napiszę w drugiej części relacji z kongresu.

W prezentacjach mówców czasem wystarczy zapamiętać jedno zdanie – jeden pomysł, który można wdrożyć w życiu lub biznesie. Ja tych perełek w trakcie tego kongresu dla siebie wyłuskałem wiele. Ale z takim właśnie celem przyjechałem na tę konferencję.

Od strony organizacyjnej

W rozmowach w trakcie przerw pojawiały się dość często mniej lub bardziej uciążliwe problemy:

  • catering – czyli przygotowany lunch – nie było łatwo skorzystać – zdecydowanie powinno być więcej stanowisk wydających posiłki. Olbrzymie kolejki zdecydowanie zniechęcały. Ja ratowałem się korzystając z lunchu po prostu wcześniej wychodząc z sali
  • toalety – odniosłem wrażenie, że ich ilość w hali MTP nie jest w stanie sprawnie obsłużyć 4000 uczestników, widoczne długie kolejki były tego dobitnym dowodem
  • brak planu spotkania – czyli brak informacji kto i o której będzie występował. To z punktu widzenia prelegentów było uzasadnione (chodzi o to aby uczestnicy nie przychodzili wybiórczo na poszczególne wybrane przez siebie prezentacje). Z punktu widzenia uczestników mogło irytować. Choć dla mnie akurat nie stanowiło to żadnego problemu. Na kongres zaplanowałem 2 dni i akurat interesująca dla mnie była większość wystąpień – stąd ich kolejność nie była istotna. Ale jeżeli ktoś przyjechał dla jednego nazwiska mógł faktycznie czuć się niekomfortowo.

Moje porady na podstawie uczestnictwa w dwóch wydarzeniach w tej lokalizacji (hala MTP Polska):

  • kupony kateringowe (na kawę, napoje, lunch) najlepiej zakupić na samym początku – gdy nie ma dużych kolejek
  • po kawę – najszybciej było korzystać z sekcji samoobsługowej – gdzie nawet 50 osobowa kolejka obsługiwała się w 10 minut – a to zawsze czas na przyjemną rozmowę z oczekującymi na gorący napój
  • lunch – zamiast stać w kolejce można było zamówić coś z dowozem, np. doskonały zestaw sushi 🙂

Sprzedawane w trakcie eventu szkolenia

Prowadzący wystąpienia w większości przypadków w końcowej części prezentowali swoją ofertę dodatkowych szkoleń. Często drogich szkoleń – od kilku do kilkunastu tysięcy zł. Czyli ceny raczej europejskie, do których większość sali mogła nie być przyzwyczajona. Patrząc na ilość osób przy stolikach rezerwacyjnych wiele z tych szkoleń w mojej ocenie sprzedało się w ilości ponad 100 sztuk. Co oznacza, że oferty nie były znów tak bardzo wygórowane i znalazły zainteresowanych.

Zakładam, że kupujący szkolenia podejmują racjonalne decyzje. I jeżeli ktoś nie jest zainteresowany działalnością w e-biznesie nie kupuje szkoleń Piotra Majewskiego. Jeżeli ktoś nie interesuje się sprzedażą nie kupuje szkolenia Blaira Singera itd. To chyba oczywiste.

Oferty na tych spotkaniach czy też na innych szkoleniach są w całkiem innych cenach niż standardowa oferta. Są niestety dostępne tylko w trakcie takich spotkań jak NAC lub innych. Przykładowo dwudniowe szkolenie Blaira Singera w Warszawie oferowane było jak dobrze pamiętam za 3000 zł – a ja to samo szkolenie nabyłem za niecałe 1300 zł (uczestnicząc w innym szkoleniu tego prowadzącego). Odniosłem wrażenie że Blair nie obniżył ceny bardziej z premedytacją – w trakcie jego oferty bardzo dużo osób zaczęło opuszczać salę…

Czy szkolenia po kilka tysięcy złotych są warte swojej ceny? W mojej (subiektywnej) ocenie jak najbardziej tak. Ale tylko dla osób, których dotyczy dana tematyka i są gotowe zdobytą wiedzę zastosować w praktyce.

W tym roku na szkolenia wydałem ponad 60.000 zł. I nie żałuję ani jednej wydanej złotówki. Wiedzę wdrożyłem w praktyce – i ta wdrożona wiedza przekłada się na wyniki biznesowe oraz na jakość realizowanych usług. Być może nie każdy od razu ze zdobytej wiedzy korzysta.

Na szkoleniu Milliner Mind Intensive nabyłem kilka (drogich) szkoleń. Najdroższe z nich „Train The Trainer” zakończyło się w piątek, dzień przed rozpoczęciem NAC Polska. To 5-dniowe szkolenie z Singerem odbieram jako jedną z lepszych inwestycji ostatnich lat. Pomoże mi jeszcze lepiej prowadzić szkolenia wykorzystując wiele nowych technik aktywizacji uczestników i różnorodności sposobów przekazywania wiedzy. Ktoś powie: duża część pokazywanej tam wiedzy jest jak się ją usłyszy oczywista. To prawda. Faktycznie w ciągu 6 lat prowadzenia szkoleń samodzielnie zauważyłem i wdrożyłem w moich szkoleniach 20% tego co było pokazywane na Train The Trainer. I (ponieważ wierzę w siebie) wiem, że w ciągu kolejnych 10 lat sam doszedłbym do pozostałych 80%… Tylko zajęłoby to pewnie z 10 lat. A tu – za poważne pieniądze otrzymałem te ważne dla mnie informacje w ciągu kilku dni. Na tym to polega.

Przebij piątkę – czyli Polacy nie lubią ‚amerykańskich zachowań’

Dla wielu uczestników co najmniej dziwnym były częste prośby ze sceny aktywizujące słuchaczy: przebij piątkę, porozmawiaj z osobą obok Ciebie, wstań i przeciągnij się. Tym bardziej, że polecenia ta padały bardzo często. I jak to doskonale ujął jeden z prezenterów „Twój wewnętrzny ‚głos’ na pewno podpowiada – to głupie, to takie amerykańskie’ 🙂 Z pewnością wielu czytelników też podobnie odbiera takie zachowania.

Ja osobiście nigdy nie przepadałem za tego rodzaju ‚przerywnikami’. Ale będąc na takich wydarzeniach, gdzie wiele osób świetnie się przy okazji bawi – nie chciałem nigdy psuć innym zabawy i (może bez jakiegoś szału) ale włączałem się w te zabawy.

Tak było do czasu wyjazdu na szkolenie Train The Trainer. Tam wreszcie zrozumiałem po co są te zachowania. I chcę się tym z wami podzielić. Owszem, chodzi tu także o zabawę (choć ten argument mnie akurat nie przekonywał). Natomiast przede wszystkim chodzi o utrzymanie energii na sali. I utrzymanie mojego umysłu w gotowości na wiedzę przez cały dzień szkolenia.

Uczestnicząc w 8-9 godzinnych całodniowych szkoleniach pod koniec dnia zawsze ratowałem się dużą ilością kawy, soków z pomarańczy aby utrzymać uwagę. To czego doświadczyłem na Train The Trainer – gdzie przez 5 dni Blair prowadził zajęcia od 9 rano do … 23:30, dni kończyły się jeszcze jakąś godzinką, dwiema dyskusji w restauracji hotelowej – co skutkowało tym, że na sen mieliśmy raptem po kilka godzin było naprawdę niesamowite. Przez cały ten czas nie czułem zmęczenia ani znużenia. Dlatego, że w pełni angażowałem się w te ‚amerykańskie’ zachowania. I otrzymałem logiczne wytłumaczenie dlaczego takie zmiany stanu działają. I dlaczego są powtarzane tak często (z reguły częściej niż raz na pół godziny). Za możliwość doświadczenia tej właśnie zmiany – dziękuję prowadzącemu i uczestnikom.

I – nieważne czy to komuś przeszkadza czy nie – uczestniczę w tych szkoleniach także w tej części z pełnym zaangażowaniem (która daje mi energię na utrzymanie skupienia). Na NAC 2013 sam złapałem się na tym, że w chwilach powracającego zmęczenia w pierwszym dniu (prosto z lotniska rano pojechaliśmy na NAC po praktycznie nieprzespanej nocy w Londynie) w myślach ponaglałem prowadzącego aby krzyknął „a teraz przebij piątkę z sąsiadem”!

Jutro opiszę moje spostrzeżenia dla poszczególnych prezentacji. I, tradycyjnie ciekaw jestem waszych spostrzeżeń (jeżeli byliście na tym wydarzeniu).

pozdrawiam,

Remigiusz Stanisławek

O autorze

Remigiusz Stanisławek

Witaj, z tej strony Remigiusz. Od 2006 roku uczę jak świadomie korzystać z funduszy inwestycyjnych i produktów inwestycyjnych. Czasem opiszę jakąś aferę :) Fundusze to nie lokata. To inwestycja. A inwestycją trzeba zarządzać. Ale wystarczy odrobina podstawowej wiedzy aby skutecznie inwestować. Jeżeli Twoje pieniądze są dla Ciebie ważne - może warto poświęcić im nieco więcej czasu?

Zostaw komentarz

komentarzy 11

  • Mój przyjaciel jest dosyć blisko głównego organizatora i powiem tylko tyle: Nie ma szans pokryć wszystkich kosztów organizacji takiego wydarzenia tylko ze sprzedaży biletów. Nie ma najmniejszych szans. Sama hala i honoraria dla niektórych gwiazd to więcej niż zebrano z biletów. Gdyby bilety wstępu kosztowały 2-3 tyś za każdy, nie było by ani jednej sprzedaży. Koszty są ogromne i złożone. Hala, cały sprzęt audio-video, obsługa, każde krzesło (wynajmowane na doby), parking, zużycie energii, dodatkowa część hali wynajęta tylko po to by wpuścić firmy cateringowe (organizator nie ma z tego zł), hotele, przeloty I klasą, druk, sprzątanie, scenografia i wiele wiele innych z, których nikt nie zdaje sobie sprawy.

    • Dokładnie tak. 4000 osób po 300 zł netto po opodatkowaniu to 1,2 miliona zł ze sprzedaży biletów. Zakładając brak kosztów 🙂 to około 100.000 na jednego mówcę. Przy skali prowadzonych biznesów i zgromadzonego majątku trudno oczekiwać, aby takie nazwiska pojawiły się na scenie za 30.000$ gdyby nie mieli możliwości zaoferować swoich dodatkowych szkoleń. Dla mnie to oczywiste.

      Doskonale ujął to jeden z komentarzy na moim facebooku: impreza dla tych z celem przybycia jak najbardziej pozytywna. dla oczekujacych numerow w totolotka – pewnie niekoniecznie. Pozdrawiam zadowolonych! nie znosze malkontentow. ich zapraszam do bycia tak dobrym aby mieli mozliwość na nastepnym kongresie sami sprzedać swój „product”

  • Remigiusz, ale serio się dziwisz, że ludziom przeszkadza to, że wydali pieniądze na event, gdzie za ich wykupiony czas próbuje się ich wmanipulować w wydanie większej kwoty?

    Typowi platform sellersi mają przynajmniej tyle uczciwości, że manipulując podatnymi ofiarami „dają im” w zamian jakieś szmelcowe żelazka czy inne śmieci. Ci z NAC nie dość, że naciągali, to jeszcze oczekiwano za udział w tym naciąganiu kasy za bilety wstępu.

    Co do „amerykańskich zachowań ze sceny”, to ich cel jest banalnie prosty – to budowanie posłuszeństwa ze strony uczestników, po to, by -gdy prowadzący powie potem „kupujcie moje produkty” – część ludzi bezmyślnie posłuchała, bo już jest uwarunkowana na posłuszeństwo.

    Twierdzisz, że nie żałujesz wydania ani złotówki. Jesteś też kimś doradzającym ludziom w inwestycjach.

    No to może konkret: ROI dla tych 60.000 wydanych złotych? 🙂

    • Arturze, ja tylko przedstawiam moją prywatną ocenę wydarzenia. I staram się nieco szerzej na swój sposób skomentować pewne zachowania – i pozwolić spojrzeć na to także z drugiej strony.

      1. Nie podoba mi się sformułowanie: zmanipulować. Ale to tylko moja ocena. Nie wierzę, że ktoś zakupił szkolenie z inwestowania na rynku Forex pod wpływem pięknej prezentacji, jeżeli nie ma zamiaru inwestować. Nie wierzę, że ktoś zapisał się na szkolenie ze sprzedaży u Blaira Singera jeżeli nie posiada własnej firmy i jest zatrudniony na stanowisku innym niż handlowiec. Nie wierzę, że ktoś kupił pakiet szkoleniowy Piotra i Pawła jeżeli nie zamierza otwierać internetowego biznesu. Kupujący są osobami dorosłymi i zakładam, że świadomie podejmują decyzję.

      2. Naciąganie? Także nie lubię tego słowa. Prowadzący przedstawiali oferty – znacznie korzystniejsze od cen katalogowych. Oferowanie usług nie jest naciąganiem – gdyby tak patrzeć na świat to każda reklama byłaby uznana za naciąganie. Warto przypomnieć, że z zakupionych na NAC szkoleń każdy (wg mojej wiedzy) może się wycofać w ciągu chyba 10 dni od zakupu. Spokojnie ma więc czas na to aby przemyśleć swój zakup i uznać, że być może danego szkolenia nie potrzebuje.

      3. „wydali pieniądze na event, gdzie za ich wykupiony czas próbuje się ich wmanipulować w wydanie większej kwoty?”. Z mojej perspektywy – jak już pisałem – podział: trochę wiedzy i trochę sprzedaży jest ok. Zresztą, aby daleko nie szukać – takie sytuacje spotykamy codziennie i nikt nie protestuje:
      – płacimy abonament za kablówkę – a co 20 minut oglądamy reklamy, dodatkowo czasem wyślą nam ofertę na jeszcze szybszy internet 🙂
      – lecimy samolotem – a wręczają nam książeczkę z możliwością zakupu zegarków, perfum itd
      – kupujemy obiad w restauracji a kelner oferuje zakup butelki dobrego wina
      – kupujemy samochód – a pracownik zachęca do wyboru nieco lepszego wyposażenia
      – idziemy do fryzjera – a otrzymujemy propozycję zakupu szamponu
      Przykłady można mnożyć. Ale masz absolutną rację – wielu mogło się to właśnie nie podobać. Ale tak działają te i niektóre inne kongresy.

      • 1. Niestety, mamy masę dowodów na to, że techniki stosowane w ramach platform sellingu drastycznie redukują – często do zera – możliwość świadomego podjęcia decyzji. To po prostu hardkorowa manipulacja, na poziomie stosowanym w sektach.

        2. J.W. Co do odstąpienia – ile osób ma tego świadomość? Plus, haj poeventowy może się utrzymywać nieco dłużej niż 10 dni – i co gdy opadnie 11-go?

        3.Przykłady, które podajesz nie są trafnymi porównaniami jak dla mnie. Jest różnica między upsellingiem, a układem p.t. „kupiłeś masaż godzinny, ale dostaniesz 50 minut samego masażu + 10 minut ofert sprzedażowych”.

        Odnośnie działania kongresów – jest też inny model p.t. „załatwiamy sponsorów”. Zdecydowanie etyczniejszy.

        4. Ad wpływ – niestety badania pokazują co innego. Ludzie potrafią być bardzo wrażliwi, zwłaszcza ci w trudnych okresach życia – a wielu łapie się na takie eventy właśnie wtedy.

    • 4. Amerykańskie zachowania – miałem (w mojej ocenie) możliwość )w ocenie innych być może ‚nieprzyjemność’) uczestniczyć w wielu szkoleniach prowadzonych przez prelegentów z USA. W Polsce, w Europie i w USA. Na większości tych eventów nie było żadnej sprzedaży – ale te ‚amerykańskie’ zachowania cały czas miały miejsce. Część uczestników traktuje je jako świetną zabawę, część (w tym ja) jako sposób na utrzymanie energii, a dla części będzie to sztuczne i całkowicie nie do przyjęcia. Ale – tak te szkolenia są prowadzone i wypada uszanować to w jaki prowadzi je trener. Mnie osobiście do szały by doprowadziła sytuacja, w której prowadzący proponuje jakieś ćwiczenie w grupach – a jedna osoba z grupy uzna, że ‚nie będę uczestniczyć bo nie’.

      Tu znów wracamy do ‚bezmyślnego działania’. Ja nie oceniam ludzi w ten sposób – czyli działania stadnego. Podkreślę: nie wierzę, że ktoś kupuje szkolenie z obcej sobie tematyki tylko dlatego, że kilka razy w ciągu dnia ‚przebił piątkę’ z sąsiadem.

      Rozumiem, że w Twojej prywatnej ocenie wydarzenie nie spełniło Twoich oczekiwań od strony przekazanej wiedzy i trochę zaskoczyło tą sprzedażą w trakcie. Ale nie podciągałbym każdego działania jako technik manipulacji. Zapewniam Cię, że wiele osób, które kupi te szkolenia będzie zadowolona. I na pewno nie czują się zmanipulowane.

      Co do ROI – mojego PITu nie ujawnię. Ale do końca roku zamierzam zrealizować projekt, który opracowywałem w czasie Train The Trainer. Koszt szkolenia kilkanaście tys – oczekiwany przychód z realizacji tylko tego jednego tego projektu do końca roku: 100.000 zł (pomysł na ten projekt pojawił się jako inspiracja w trakcie szkolenia).
      Pozostałe inwestycje w szkolenia w przeszłości zwracały się wielokrotnie. I nie wierzę, aby tym razem miało być inaczej.

      Pojawia się tu kolejna prawda życiowa: dopóki nie spróbujesz nie wiesz czy to będzie działać. A ja w swoich działaniach biznesowych kieruję się zasadą, aby próbować wielu rozwiązań – i patrzeć czy działają. Jeżeli nie – to z nich nie korzystać. Jeżeli działają – to je wykorzystywać. Ale dopóki nie spróbuję nie osądzam, że są do niczego. Duża część wiedzy ze szkoleń powoływanego już tu Piotra Majewskiego stosuję w praktyce. Działają jak w szwajcarskim zegarku – choć z zewnątrz wydają się być ‚błędne’. Część biznesów nie przełamie się aby skorzystać z niektórych szkoleń z e-biznesu ponieważ wydaje się, że szkolenie nie ma sensu i porusza tematy, które sam znam lepiej. Prywatnie? Wolę sprawdzić co ktoś ma do powiedzenia. Źle na tym jeszcze nie wyszedłem 🙂

  • Zgadzam się z sensownością sprzedaży w przedstawionych proporcjach. Ale nie róbmy z ludzi debili…
    Gdy padło pierwsze pytanie Markusa: Czy biliście w Londynie? Już wiedziałem, że jego szkolenie będzie głównie w Londynie. On praktycznie nie podał żadnej wiedzy poza tym jak zrobić genialną prezentację sprzedażową w 90 minut i gdyby jego tematyka byłaby inna, to sprzedałby więcej niż wszystkich na MMI łącznie

    • Arturze, wiedziałeś ponieważ śledziłeś najwyraźniej szkolenia Marcusa. Ja akurat na tym wykładzie dużo notowałem – i nie zgodzę się, że nie podał żadnej wiedzy. Jeżeli ktoś interesuje się tematyką inwestycyjną to wyjaśnianie pojęcia Stop Loss, dokładne omówienie prostej strategii Trend Rider, trochę o psychologii inwestowania i trzymania się zdefiniowanych wcześniej reguł, jedna z moich ulubionych zabaw procentami: czyli ile razy trzeba stracić 1% z kapitału pod rząd aby stracić prawie 100% zainwestowanych pieniędzy 🙂 Dla osób, które nigdy nie słyszały o Forexie był całkiem rozbudowany wstęp pokazujący dokładnie czym jest ten rynek, jakie są najpopularniejsze pary walutowe itd itp.

      I znów: osoby, które nigdy z Forexem nie miały do czynienia ten wykład według mnie był bardzo wartościowy. Obrazowo (było nawet ćwiczenie na scenie) pokazał czym jest ten rynek. Osoby mające doświadczenie na tym rynku nie za bardzo mogły nawet oczekiwać jakiś istotnych informacji – przecież cały event (NAC) nie był reklamowany jako wydarzenie dla pasjonatów inwestowania – tylko miał charakter ogólny. Dlatego niektórzy mogli odnieść wrażenie, że Marcus nic wartościowego nie powiedział – ale z kolei druga połowa sali uzna, że dowiedziała się wielu interesujących rzeczy.

      Dla osób, które inwestują na rynku Forex to szkolenie z pewnością nie będzie atrakcyjne – jest raczej kierowane do osób, które nigdy na tym rynku nie inwestowały. Wyraźnie widać było z prezentacji, że będą tam pokazane podstawy, podstawowe strategie bez wnikania w szczegóły czy zaawansowane strategie na tym rynku. Do tego zaoferował jakąś formę wsparcia poseminaryjnego.

      A proces sprzedaży – poprowadzony doskonale i wzorcowo. Ale cóż w w tym dziwnego?

  • Skoro tyle Remigiuszu inwestujesz w szkolenia, to oprócz sprzedaży, sprzedaży i kongresów sprzedawców polecałbym Ci coś z zakresu użyteczności i architektury informacji, z pewnością by to wyszło na dobre Twojemu portalowi, po którym nawigacja jest jak dla mnie dość uciążliwa, mało intuicyjna, a przeładowanie informacyjne na każdym kroku.

    Chyba, że to celowy zabieg żeby sprzedać więcej szkoleń z jego obsługi 🙂

    • Dziękuję za konstruktywną krytykę – wiemy, że portal przez wzrost ilości funkcji nieco się rozrósł. Ale też wprost mówimy: inwestowanie jest proste, ale nie jest trywialne – i dlatego oferujemy tak wiele różnych funkcjonalności. Opiekun Inwestora to nie jest portal, który po prostu wysyła ‚sygnały inwestycyjne’. To znacznie, znacznie więcej. Ale pracujemy nad tym – wstępne rysunki nowej szaty graficznej pokazaliśmy chyba w czerwcowym newsletterze i zapewniam: pracujemy nad zmianami. Cały czas zresztą wprowadzamy nowe funkcje.

      Natomiast w temacie szkoleń z tej tematyki – nie jestem zwolennikiem posiadania każdej wiedzy – te zadania zlecamy na zewnątrz i w tej materii wystarczy mi lektura kilku ciekawych pozycji literaturowych.

      Przy okazji Twojego odniesienia do szkoleń małe sprostowanie:
      – szkolenia z obsługi portalu (dla osób, które chcą dowiedzieć się nieco więcej niż znajduje się w instrukcjach – także tych Krok po kroku) prowadzę co miesiąc i są bezpłatne (najbliższe 12 listopada: http://www.opiekuninwestora.pl/kalendarz_wydarzen,1706,0.htm)
      – na szkoleniach stacjonarnych nie uczę korzystać z portalu. Tu uczestnicy płacą za konkretną wiedzę praktyczną: http://www.funduszetonielokata.pl/tematy/