Zobacz też część pierwszą artykułu.

Co zapowiedziała KNF?

Przy okazji wprowadzania przepisów dyrektywy MIFIDII KNF chciałaby dodatkowo (wykraczając poza wymogi dyrektywy) wprowadzić szereg dodatkowych zapisów, z których dwa są istotne dla tego artykułu:

  • wprowadzenie przepisu, który ograniczy wysokość wynagrodzenia stałego pobieranego przez TFI za zarządzanie FIO lub SFIO do nie więcej niż 2% wartości aktywów netto funduszu (subfunduszu – w przypadku funduszy z wydzielonymi subfunduszami) w skali roku, przy jednoczesnym uzależnieniu poziomu wynagrodzenia od rodzaju polityki inwestycyjnej funduszu (subfunduszu) oraz profilu zysku i ryzyka funduszu;
  • wprowadzeniem przepisów ustalających maksymalną wysokość opłaty manipulacyjnej za odkupienie jednostek uczestnictwa – na poziomie 2% wartości środków wypłacanych uczestnikom z tytułu odkupienia jednostek uczestnictwa;

Na temat opłaty manipulacyjnej wypowiedziałem się w poprzednim artykule.

Czas pokazać jak odgórna obniżka opłat za zarządzanie wpłynie na wyniki inwestorów.

Obniżyć opłaty – to wzrosną zyski. To takie proste…

… i na pierwszy rzut oka przecież oczywiste:

  • jeżeli inwestor w funduszu A zarobił 10%, i przy tym pobiera (wliczoną w cenę) opłatę za zarządzanie w wysokości 4%
  • … to gdy tę opłatę obniżymy do 2% to inwestor w tym samym funduszu zarobiłby 12%.

Niby oczywiste. Ale czy na pewno? Weźmy dla przykładu inne branże:

  • salon samochodowy zarabia np. 10% od ceny samochodu. Gdyby odgórnie obniżyć marżę salonu do 5% klient kupi auto po prostu 5% taniej. Teoretycznie tak tylko … czy ktoś będzie chciał taki salon na takich warunkach prowadzić? Zatrudniać ludzi? I czy pracownikom za niższe pensje i premie, bez dodatkowych szkoleń będzie chciało się lepiej obsłużyć klienta?
  • producent AGD/RTV – podejrzewam, że zysk na poziomie 30%. Gdyby go ustawowo zmniejszyć o połowę? Być może firma przetrwa, ale raczej nie będzie wydawać pieniędzy na rozwój
  • PKP Orlen – może tutaj ograniczymy zysk spółki o połowę. Wtedy na pewno ceny na stacjach paliw będą niższe. Ale jednocześnie – spadnie jakość, pracownicy nie dostaną podwyżek itd
  • lekarze dentyści – zmniejszyć koszty wizyt ustawowo o połowę. Będzie taniej? W złotówkach: Tak. Ale czy będzie lepiej? Nie – będziemy leczyć się korzystając z archaicznego sprzętu
  • podatki 🙂 – tu też chętnie wszyscy widzieli by obniżkę podatków. Zarabiać będziemy więcej, ale … nie muszę tłumaczyć co to oznacza

W biznesie nie jest to tak oczywiste. A prowadzenie funduszu inwestycyjnego to przecież biznes.

Niższe opłaty w funduszach a jakość zarządzania

To nie jest tak, że niskie opłaty nie wpłyną negatywnie na jakość funduszy. Wyniki funduszu zależą od zarządzającego. A jakość zarządzającego – nie oszukujmy się – oznacza pewne stawki wynagrodzenia z tego tytułu.

Jeżeli TFI będą zarabiać o połowę mniej – nie będzie ich stać na lepszych zarządzających. Najlepsi wyjadą za granicę. A dla inwestorów? Cóż … może to oznaczać po prostu słabsze wyniki inwestycji.

Po co regulować coś co reguluje się samo?

Opłata za zarządzanie w funduszu wliczona jest w jego wynik. I opłata ta dla inwestora nie powinna mieć żadnego znaczenia przy wyborze. No … chyba, że mamy do czynienia z syndromem ‚inwestora-ogrodnika’ czyli: sam wolę zarobić mniej inwestując w gorszy fundusz niż inwestować w lepszy fundusz i dać mu więcej zarobić 🙂

Ja osobiście nie miałbym nic przeciwko temu, abym inwestował w fundusz, który pobiera 10% rocznie opłaty i daje mi stabilne 10% rocznie. Naprawdę.

Fundusze konkurują wynikami. Nikt nie zabrania funduszowi pieniężnemu pobierać 4% rocznej opłaty za zarządzanie… tylko, że wtedy jego wyniki byłyby na dziś ujemne 🙂

Fundusze muszą dostosować poziom opłat do konkurencji. A te z najlepszymi wynikami – bronią się same. Dla inwestorów nie ma znaczenia jaką opłatę po drodze pobierają.

Niektórzy powiedzą – niech opłaty będą tylko za wynik, liczone od zysku

Takie argumenty mogą podać wyłącznie osoby, które nie rozumieją jak działają fundusze.

Fundusz realizuje politykę inwestycyjną zapisaną w statucie. Niejako w zamian za inwestora kupując określone aktywa. Jeżeli kupuję fundusz akcji polskich to muszę rozumieć,  że fundusz w moim imieniu kupuje wyłącznie akcje. Nieważne czy giełda zarabia czy giełda traci. Zarządzający nie może w czasach spadków na giełdach sprzedać akcje i kupić obligacje. Mam nadzieję, że nie muszę tego dokładniej tłumaczyć.

Gdy na giełdach są spadki 50% to fundusz akcji, taki dobrze zarządzany, straci np. 40%. I ja jako zarządzający takim funduszem oczekiwałbym premii – za uzyskanie wyniku lepszego od giełdy (mojego benchmarku).

Jako zarządzający w funduszu akcji nigdy nie zgodziłbym się na wynagrodzenie wyłącznie od zysków. Przecież jako zarządzający nie mam wpływu na globalne rynki finansowe. W latach gdy giełdy tracą miałbym nie zarabiać? Mimo tego, że wyniki zarządzania miałbym znacznie lepsze niż giełda?

Opłata „tylko za wynik” nie zmieni polityki inwestycyjnej

Polecam spojrzeć na wyniki funduszu Eurogeddon. Pisałem o nim gdy powstawał. Pomysł na fundusz był oryginalny: zarobić na upadku systemu bankowego w Europie.

System bankowy nie upadł. A inwestorzy liczą straty:

Co ciekawe – fundusz według oficjalnych materiałów realizuje ten ‚wymarzony model wynagradzania’. Dosłownie: Zero procent opłaty stałej, w zamian duży 25% bonus liczony od wypracowanego zysku.

Co z tego, skoro zarządzający ma związane ręce? Nieważne co się dzieje na rynkach zarządzający musi grać na upadek systemu bankowego (czyli obstawiać spadki na giełdach) nawet gdy ma prawie 100% pewność że giełdy będą rosły. Ale cóż – musi robić to co obiecał inwestorom. Czyli … tracić gdy giełdy rosną.

To co warto zapamiętać: zarządzający nie ma wpływu na rynki kapitałowe i musi poruszać się według ograniczeń, jakie sam sobie nałożył ustalając politykę inwestycyjną.

Opłaty za zarządzanie – a tak zwany Kick-Back

Nie jest tajemnicą, że fundusze inwestycyjne oddają dystrybutorom (np. bankom) także część ze swojej opłaty za zarządzanie. Dla dużych firm może to być nawet ponad 50%.

Czyli – jeżeli fundusz akcji pobiera np. opłatę roczną 4%, to firma sprzedająca fundusz może otrzymać nawet ponad 2% rocznie od kapitału inwestorów.

W ten sposób działają także platformy mBank, BossaFund czy Starfunds.

Pojawił się pomysł, aby to wynagrodzenie także sztucznie ograniczyć. Jak dobrze pamiętam do poziomu 0,5% rocznie.

Zresztą – gdy fundusze zmniejszą opłaty o połowę to i tak musiałby zmniejszyć o połowę wynagrodzenie dla firm pośredniczących.

Dla lubiących wylewać swoje żale w komentarzach nie-inwestorów taki pomysł to miód na uszy. Widać to już w komentarzach pod artykułami na ten temat. „Dobrze im tak, niech branża finansowa zarobi mniej….”

Ale dla świadomego inwestora na rynku funduszy inwestycyjnych pomysł nad zmniejszeniem wynagrodzenia dla pośredników powinien dać do myślenia.

Dlaczego niższe wynagrodzenie od aktywów dla dystrybutora to zła wiadomość dla Klienta?

Pokażę, że jest wiele powodów do niepokoju.

Fundusze inwestycyjne muszą mieć dystrybutorów – którzy będą polecać ich rozwiązania. Reklama, szkolenia kosztują. Z połowę niższym budżetem dystrybutorzy mogą wręcz zmienić branżę. A na pewno skuteczność działań będzie mniejsza. To oznacza mniej napływów kapitału do funduszy. Mniej kapitału w funduszach to mniejszy zysk funduszu. Mniejszy zysk funduszu (w złotówkach) to mniejsze wynagrodzenie dla zarządzającego. A to oznacza utratę najlepszych zarządzających… Co oczywiście wpływa na wyniki funduszu dla inwestorów…

Nie znam żadnej osoby, która rozumie jak działają fundusze, która płaciłaby prowizje przy zakupie czy też sprzedaży funduszy. Ale – jest to możliwe tylko wtedy, gdy są platformy internetowe dające dostęp do ponad 200 funduszy bez opłat i prowizji. Dla świadomego inwestora liczy się różnorodność. Takie platformy mają duże koszty stałe (wymogi dotyczące bezpieczeństwa, zespół techniczny itp no i oczywiście koszty marketingu). Platformy te mogą oferować fundusze bez opłat manipulacyjnych tylko dlatego, że przy odpowiednim poziomie kapitału zgromadzonego w funduszach z tej części opłaty za zarządzanie zarabiają tyle, że mogą sobie na to pozwolić aby nie pobierać opłat manipulacyjnych. Obniżenie tego wynagrodzenia o połowę lub więcej może skończyć się tym, że te platformy przestaną istnieć. A wtedy inwestorzy będą prawdopodobnie zmuszeni do płacenia opłat manipulacyjnych i będą mogli zapomnieć o platformach z dostępem do wielu funduszy wielu różnych TFI. Przy okazji to całkowicie uniemożliwi bardziej aktywne inwestowanie (choćby kilka zmian funduszy w ciągu roku mogłoby generować koszty rzędu kilkunastu procent).

Model oferowania funduszy pójdzie w kierunku takiego jaki jest na świecie. Czyli kupowania funduszy z opłatą manipulacyjną. A dla pseudo-doradczych firm będzie świetną okazją to tego aby na siłę co roku przesuwać inwestora do funduszy innego TFI, po to aby zainkasować opłatę wstępną (skoro opłata od aktywów będzie bardzo niska).

Być może pomyślisz: ale kto będzie płacił opłaty wstępne? Zapewniam – dziś jest to prawdopodobnie większość inwestujących w fundusze. Ponieważ ludzie nie wiedzą, że można inwestować w fundusze bez opłat na niektórych platformach.

Jak widzisz – ograniczenie opłat dla dystrybutorów skutkować może podniesieniem łącznego kosztu dla inwestorów. Co z tego, że fundusze będą tanie, gdy będzie trzeba płacić wysokie opłaty wstępne i za wycofanie się z inwestycji.

Słabe wyniki funduszy akcji to nie jest wina wyższych kosztów…

Dyskusja o kosztach w krajowych TFI trwa od wielu lat. I mam wrażenie, że część wypowiadających się w tym temacie nie rozumie tego czym jest polityka inwestycyjna.

I być może KNF opracowując te założenia przyglądał się tym właśnie artykułom?

Narzekania na słabe wyniki funduszy akcji polskich nasilały się w ostatnich latach – gdy nasza giełda mocno traciła. Wyjaśniałem już – nawet zniesienie opłat do zera procent nic nie zmieni. Fundusz akcji musi inwestować w akcje, także gdy akcje na giełdzie tracą.

Czy dziś – gdzie fundusze akcji polskich zarobiły w pół roku po 20% komuś przeszkadza, że pobrały w tym czasie średnio około 2% swojej opłaty za zarządzanie?

Fundusze z niższymi opłatami nie muszą zarabiać więcej…

Obniżenie opłat może wpłynąć na pogorszenie zarządzania (można wyobrazić sobie będą transfery zarządzających do ‚większych’ TFI aby utrzymać poziom wynagrodzenia).

Poza tym – rozbieżności w wynikach funduszy akcji potrafią w skali roku sięgać 20-30pp, a nawet więcej. Obniżka opłaty stałej o 2pp staje się mało istotna.

Wyniki kilku najlepszych funduszy akcji za ostatnie 12 miesięcy:

I kilku z tych najsłabszych:

MetLife średnich spółek: opłata za zarządzanie 4% rocznie (zysk 41% w rok).
Superfund Akcji: opłata za zarządzanie 2,5% rocznie (strata 1,1% w rok).

Jeżeli nie jestem typem ‚inwestora-ogrodnika’ z tych dwóch wybieram fundusz z wyższą opłatą. Fundusz, który dla mnie zarobi 40% w rok może sobie brać nawet i 10% opłaty za zarządzanie.

Wolny rynek i konkurencja wymuszają na funduszach dopasowywanie modelu poziomu opłat. Tak aby wynik był atrakcyjny dla inwestorów.

Ale może ja jestem odosobniony w takim podejściu?

Czy fundusze inwestycyjne w Polsce są droższe niż na świecie?

Tak. Ale niewiele droższe.

Tu zapewne powiesz: ale przecież wszyscy piszą, że są ponad dwa razy droższe niż zagraniczne TFI!

Tak, tak piszą. Ale bardzo łatwo tutaj o zbyt duże uproszczenia.

I mam wrażenie, że KNF dała się trochę ‚nabrać’ na tego typu publikacje. Nie weryfikując ich poprawności.

Specyfika polskiego rynku TFI jest taka – że inwestorzy oczekują funduszy otwartych bez opłaty wstępnej i bez opłat za wykup. Dlatego tak popularne są otwarte platformy z dostępem do wielu różnych funduszy. Inwestor ma wybór: kupić fundusz z opłatami manipulacyjnymi lub kupić fundusz bez opłat manipulacyjnych. I najczęściej jest to ta sama tak zwana kategoria jednostek uczestnictwa (z reguły A). Żeby nie wnikać w szczegóły: jeżeli mam fundusz akcji z opłatą roczną 4% to mogę go kupić bez opłaty manipulacyjnej, lub ten sam fundusz, z tą samą opłatą za zarządzanie mogę kupić płacąc na wejściu 4%.

W globalnych światowych TFI jest to rozwiązane inaczej. Oferta jasno przedstawia różne klasy jednostek uczestnictwa. Czyli – ten sam fundusz można kupić na innych warunkach kosztów opłaty za zarządzanie (w tym samym funduszu różni inwestorzy mogą płacić wliczoną w cenę różną opłatę za zarządzanie – i tym samym na wykresie widzieć inne wyniki).

Fundusze akcji zagranicznych mogą mieć np. jednostkę uczestnictwa z opłatą za zarządzanie na poziomie 1,5%. Zobacz: 1,5% w porównaniu do naszych standardowych 4%.

Ale – tak tania jednostka może wiązać się z opłatą manipulacyjną za zakup nawet na poziomie nieco ponad 5%. Co utrudnia decyzję o zmianie funduszu na inny… A dla producenta to dobra informacja – bo wie, że szybko z jego funduszy inwestor pieniędzy nie wypłaci…

Ten sam fundusz może mieć inną jednostkę – bez opłat manipulacyjnych. Ale opłata za zarządzanie może być wtedy dużo wyższa np. 2,5%-3%.

Dodatkowo w funduszach zagranicznych (nawet tych no-load – czyli bez opłat manipulacyjnych) może występować trochę ‚ukryta’ opłata o nazwie „12-B1 Fee”. I ta opłata jest prawnie ograniczona do maksymalnie 1% rocznie. Występuje w wielu funduszach. Choć oczywiście znajdziemy i takie, które nie mają tej opłaty.

Przykład: Black Rock Latin America Fund

Z ciekawostek: jest dostępna kategoria J2 … z 0% opłaty za zarządzanie i opłatą 2% na wyjściu. Jedyny problem to minimalna wpłata: ponad 7,5 mln $.

Mając 76.000$ można mieć tanią (koszt 1% rocznie) jednostkę klasy D2. Ale za karę płacąc 5% na wejściu.

Dysponując mniejszym kapitałem pozostaje nam inna kategoria. Niższa opłata wstępna (3%), ale z opłatą roczną już nieco wyższą 1,75%.

Ale to tylko dla wybranych. Bo standardowo kupisz jednostkę A2. Koszt roczny 1,75% plus opłata wstępna 5%.

Gdy nie chcesz płacić opłaty wstępnej i nie masz kilku milionów, możesz już od 4.000$ kupić jednostkę E2. Opłata za zarządzanie 3%. W zamian brak opłaty na wejściu. Ale jest opłata na wyjściu 2%.

Wersji całkowicie bez opłat akurat w tym funduszu nie ma. Ale – wersja podstawowa bez opłaty wstępnej ma opłatę 3% rocznie.

Poziom 3% nie jest może częsty. Ale bywa i więcej.

Czy zagraniczne fundusze – jak dobrze się przyjrzeć wcale nie są takie tanie. Chyba, że chcemy płacić opłaty wstępne po 5%.

Duży może więcej

Fundusze wielkich globalnych TFI (Amundi, BlackRock, Franklin Templeton, Schroders, Fidelity, Vanguard, Pimco, JPMorgan itd) mogą pozwolić sobie na opłaty w funduszach NoLoad na poziomie 2-3% rocznie (dla rynków akcji). A nawet na niższe. Z uwagi na olbrzymią skalę dzialalności. Pojedyncze fundusze czasem zarządzają kapitałami ponad miliarda dolarów. Tu naprawdę jest miejsce na niższe opłaty.

Podsumowanie

  • nasze polskie fundusze wcale nie są dużo droższe od wielkich zagranicznych
  • w zamian dają prawdziwe możliwości inwestowania bez opłat manipulacyjnych choćby kwotą 100 zł (trzeba tylko wiedzieć gdzie je kupować)
  • obniżka opłat może zabić darmowe platformy do inwestowania w fundusze
  • możemy zniszczyć model zakupu funduszy bez prowizji – niezbędny przy choćby minimalnie aktywnym inwestowaniu
  • obniżka opłat może zmniejszyć jakość zarządzających z uwagi na niższe wynagrodzenia
  • poziom opłat wyrównuje konkurencja – nie ma potrzeby w to ingerować
  • to ile zarabia fundusz nie powinno mieć dla inwestora znaczenia. Liczy się wynik netto – ten który widać na wykresach
  • niskie opłaty w funduszach akcji nie uchronią inwestorów przed dużymi stratami w czasie bessy – inwestorów uchroni aktywne inwestowanie

[Aktualizacja 03.04] Ciężka dola małych TFI

Mam jeszcze jedno przemyślenie. Dotyczy siły kanałów dystrybucji.

  • Duże TFI mają często za sobą powiązane kapitałowo banki. Nieważne jakie będą opłaty – w tych bankach będą proponować z reguły tylko ‚jedyne słuszne’ fundusze danego TFI. To czy fundusz akcji takiego TFI będzie zarabiał o 1-2% więcej nie oznacza, że inne fundusze tego samego typu nie zarobią więcej 🙂 A o tym oczywiście Klient w okienku się nie dowie… O jakiej więc poprawie jakości doradztwa mowa?
  • Małe TFI realizują czasem ciekawsze strategie – ale z uwagi na brak dużych dystrybutorów nie mające dużych aktywów TFI mają problem. Przy niskich opłatach nie będzie chętnych do ich promowania (oczywiście uogólniam). Co może faktycznie spowodować zakończenie działalności tych funduszy. Oczywiście odbierając inwestorom możliwość inwestowania w nie… Zostaną najwięksi – z monolitycznymi kanałami dystrybucji (oferujących tylko fundusze danego TFI – nie ma mowy o rzetelnym doradztwie) i z uwagi na ‚monopol’ będą pobierać opłaty manipulacyjne.
  • Wielkie fundusze czasem mają tragiczne wyniki – właśnie z powodu ogromu kapitału. Co ciekawe, ciągle są do nich wpłaty – ale to właśnie siła sieci sprzedaży bankowej. Taki ‚kolos’ musi kupować w uproszczeniu ‚co popadnie’. I zarządzający ma mocno ograniczone możliwości zwiększania zysku (trochę nie jego wina). Wystarczy spojrzeć na wyniki Pioneer Akcji, Pioneer Zrównoważony, czy – PKO Akcji (który po tym jak po 10 latach pokazywał stratę został ‚połączony’ z młodszym funduszem PKO Akcji Plus – być może po to aby nie było na wykresie widać jego poprzedniej historii).

Oto analiza aktualnego ‚drop-down’ od najwyższej wyceny (szczyty pod koniec 2007 roku):

Co oznacza 66,7% przy funduszu Pioneer Akcji Polskich? Że dzisiejsza wycena jest o 66,7% niższa od tej z lipca 2007 roku. Fundusz dziś ma ‚tylko’ 675 mln aktywów.A w 2007 roku wartość aktywów przekroczyła … 4 miliardy PLN.
A tak to wygląda na wykresie. Dla porównania inny fundusz (NN Akcji 2):

[Aktualizacja 03.04] A może chcemy, aby było jak na zachodzie?

Wtedy niech fundusze pójdą drogą taką jak za granicą. Będą bardzo tanie kategorie uczestnictwa (Ale z obowiązkowymi wysokimi 4-5% opłatami za zakup i dodatkowo opłaty za sprzedaż). I ‚na papierze’ będzie ładnie. Tanio.
A z ‚normalną’ (dopasowaną do rozmiaru naszego rynku) opłatą będą jednostki w wersji bez opłat manipulacyjnych (a przecież tylko w te FIO warto inwestować) – i inwestor będzie miał wybór.
  • Co wybierze? W mojej ocenie odpowiedź jest oczywista.

Niedźwiedzia przysługa…

W mojej ocenie – i przedstawionych informacji – wynika, że odgórna obniżka opłat w TFI będzie ‚niedźwiedzią przysługą’ dla inwestorów.

Czy zgodzisz się ze mną?

Czekam na Twój komentarz.

 

 

18 KOMENTARZE

  1. Rynek to zweryfikuje , ludzie sami zaczną inwestować,szkolić się ,wiec nie widzę żadnego problemu.Co to za filozofia ładować w coś co się straci ??Fundusze to bzdura na resorach .

    • Ależ fundusze też wymagają samodzielnego inwestowania 🙂 Mało jest dobrych funduszy, które faktycznie pozwalają na ‚zyski bezobsługowe‚.

      Jestem przekonany, że wiele osób, które inwestują (a nie po prostu wpłacają) w fundusze ma jednak odmienne zdanie. To, że sporo osób traci wynika wyłącznie z tego, że błędnie rozumieją to czym jest fundusz inwestycyjny. Zapominają że fundusz inwestycyjny (jak sama nazwa wskazuje) to inwestycja. A nie lokata. Funduszami też trzeba zarządzać 🙂

      Problemem jest brak edukacji i chęć uzyskania dużych zysków bez zdobywania wiedzy. Tak się nie da…

      Polecam te dwa artykuły: tutaj i tutaj)- wyjaśniają dlaczego wiele osób traci błędnie interpretując zdanie, że ktoś w funduszach zarządza ich pieniędzmi i doskonale wpisują się w potoczne postrzeganie funduszy jako miejsc gdzie można tylko stracić.

      Rynek jak na razie weryfikuje fundusze pozytywnie (w funduszach w Polsce inwestorzy mają ponad 260 mld zł).

  2. Problemem jest to, że w Polsce są wysoce ułomne fundusze. Musi być albo akcji, albo obligacji, albo przymusowo mieszany. A gdzie są – znane z całego świata – fundusze hedgingowe? Nie, fundusze „market neutral” to nie to samo, wystarczy porównać skale zysków (szczególnie przy spadkach na giełdach). A fundusze „aktywnego zarządzania” to jakaś porażka (wystarczy, znowu, na ich wyniki spojrzeć).
    Więc – nie zgadzam się z tezą artykułu. Ci „lepsi zarządzający”, jeśli nawet odejdą, to właśnie do nowopowstałych funduszy „wszystko mi inwestycyjnie wolno”, i będą żyli z opłaty za wyniki (czego im, i nam, życzę). A mierni, zarabiający „czy się stoi czy leży, muszę pakować wszystko w akcje” – cóż, ich można śmiało zastąpić małpą czy inną ośmiornicą losowo wybierającą akcje do koszyka.
    Skądinąd, brak w Polsce prawdziwych ETFów. A szkoda, dopiero to by pokazało mierność naszych „magików” od funduszy akcji.

    • Fundusze hedgingowe nie palą się za bardzo z wchodzeniem do Polski. Choć mogą. Dyrektywa UCITS IV dała możliwość paszportyzacji każdego funduszu bez problemu w Polsce. Tylko – musieliby mieć na to rynek. Czyli dystrybutorów. Krajowe TFI wiedzą, że nie zbiorą kapitału takiego aby opłacało się taki fundusz prowadzić. Szczególnie przy niższych opłatach. Fundusze którym wszystko wolno to u nas jednak głównie FIZ (gdzie często bardziej chodzi o konstrukcję biznesu – jak w biznesowych funduszach). W ten sposób przeciętny inwestor nie mający dużego majątku będzie miał jeszcze słabsze fundusze.

      Fundusze aktywnej alokacji w formie FIO nie mają szans robić aktywnej alokacji (w 2009 roku w raporcie pisaliśmy o tym). Prawdziwe ABS mogą robić czyste fundusze FIZ bez ograniczeń jakie mają FIO.

      Tak mogą zarabiać dobrze zarządzane fundusze FIZ. Ale tu rozbijamy się o próg wejścia – od 40.000 EUR.

      ETFY – jest ich w Polsce faktycznie tylko kilka – ale wydaje mi się, że szału jeżeli chodzi o zainteresowanie nimi. Mimo że są tanie. Jest kilka funduszy opartych o indeks – ale oczywiście droższych niż ETF.

      Co do funduszy akcji – mam inne zdanie. Oczywiście w długim okresie jeden fundusz trzymany wiele lat ma spore szanse być gorszy od indeksu. Ale przy minimalnym zaangażowaniu i zmianach (choćby w grupie funduszy akcji – np. z dwóch na inne dwa zależnie od ich wyników) wynik bez trudu powinien być lepszy niż indeksu. Co więcej – stawiam tezę (do sprawdzenia) że nawet automatyczne zmiany na podstawie prostego porównania wyników pobiją indeks. Ale tu muszę przygotować dane i zrobić trochę obliczeń.

      Gdyby zawsze prawie wszystkie funduszy akcji zarabiały gorzej niż indeks – nie byłoby dobrze. Ale tak nie jest. Ostatnie 12 miesięcy – indeks WIG to +18,6% a WIG20 to 9,6%. Oczywiście wynik badany jednorazowo (nie krocząco). Ale z ciekawości sprawdziłem wyniki funduszy akcji PL (ze średnią opłatą za zarządzanie mocno ponad 3%). Około 1/3 z nich zarobiło ponad 18,6% (do 41% MET-MS) fakt – 2/3 gorzej. Ale przecież po najsłabszych widać to od razu 🙂 Po to są to fundusze otwarte aby inwestor mógł ‚zagłosować portfelem’ i po prostu wypłacić pieniądze i przenieść do innego funduszu akcji.

      Odejście lepszych zarządzających z tych lepszych funduszy będzie gorsze dla inwestora. A dodatkowo inwestorzy będą zmuszeni do kupowania funduszy z prowizją. A firmy zarządzające kapitałem będą np. częściej sugerować klientom częste przechodzenie między funduszami, po to aby zarobić na opłacie wstępnej – gdy obniży się kickback otrzymywany z opłaty za zarządzanie. Dlatego – jak pisałem – fundusze będą mieć niższe opłaty – ale ostatecznie inwestor zarobi mniej. Ktoś w jednej z dyskusji w sieci ciekawie podsumował: równie dobrze można obniżyć podatki o 50%. Ludzie na pewno zarobią więcej. Ale … upadnie większość instytucji utrzymywanych ze środków publicznych i ostatecznie wydamy więcej w innych miejscach: transport, lekarze, kultura, sport itp.

      Ja zdecydowanie wolę, aby fundusze konkurowały między sobą wynikami. I wtedy – zgadzam się – nieważne ile zarabia fundusz. Ważne ile zarabia inwestor. A tego prawdopodobnie pomysłodawcy tej propozycji nie rozumieją. Gdy fundusze akcji będą mieć tragiczne wyniki nikt nie będzie w nie inwestował. Na dziś chętni są.

  3. No właśnie, brak prawdziwych ETF-ów o minimalnych opłatach. Gdyby takie coś u nas było, to prawdopodobnie obnażyłoby miernotę niektórych funduszy i wtedy byśmy mogli rozmawiac o zmianie opłat. Ale zgodzę się z jednym – że nasz rynek funduszy i ich dystrybucji jest dużo wygodniejszy i dużo dostępniejszy od tego, co jest na zachodzie. Przez to dużo ludzi inwestuje w fundusze, bo jest po prostu łatwo, ale to z kolei przyciąga też ludzi, którzy nie mają żadnej wiedzy i pchają się w produkty, na których jedynie tracą. Zgadzam się z Konradem, że za mało jest funduszy „wszystko mi wolno, byle był zysk”. Chociaż, zapewne takie fundusze istnieją, ale nie są dostępne na platformach, wejście zaczyna się od 200000zł albo więcej, a opłaty zależą właśnie od zysku. I tam pracują najlepsi.

    • Panie Arku, dokładnie. O tym modelu dystrybucji się zapomina.

      Rynek funduszy w Polsce (i zapewne w wielu krajach) to rynek dystrybutora. Duże TFI powiązane z bankami – mają łatwo. Mają swoje okienka w banku gdzie polecane są ‚jedyne słuszne’ fundusze danego TFI.
      Małe, niezależne (i często ze świetnymi wynikami) TFI mają problem. Nie mają sieci bankowej. I muszą biznes opierać na dystrybutorach. Przy niskich opłatach nie będą mieć szans na dotarcie do Klientów.

      Bez różnorodności funduszy inwestorzy będą po prostu namawiani w bankach do inwestowania w jak napisałem tej ‚jeden słuszny fundusz’. To na pewno nie poprawi poziomu doradztwa 🙁 Dostępność wielofunduszowych platform, gdzie to inwestor ‚tupie portfelem’ i wybiera te które są po prostu lepsze daje swobodę inwestycyjną.

      Fundusze o ‚dowolnych strategiach’ – to prawda są. Ale w formie FIZ (z reguły od 40.000 EUR). Ustawa uniemożliwia to funduszom otwartym. Obniżka opłat tego nie zmieni. Ba – nawet gdyby ustawa pozwoliła tworzyć takie fundusze – nie powstaną. Z takiej opłaty i podziale z dystrybutorem model biznesu się nie będzie spinał.

      Jest kilka ETF dostępnych na GPW – ale historia pokazuje, że inwestorzy ich nie pokochali. Przy odrobinie zarządzania z dużym prawdopodobieństwem da się zarobić lepiej niż indeks. Szczególnie zagraniczny (z uwagi na dostępność funduszy z wbudowaną korzyścią/ryzykiem walutowym). Ja nie tęsknię za ETFami – szczególnie w wersji giełdowej gdzie przy każdej transakcji są dodatkowa opłaty – a trzymanie ETFa na indeks giełdowy w czasie gdy giełda traci 40% mnie nie przekonuje.

      Są już fundusze indeksowe – Ipopema m-Index (koszty TER 2,09%), ING WIG20 (TER 1,84%), ING S&P500 (TER 1,86%) i ING MSCI EMU (TER 1,82%), Quercus LEV, Quercus Short, i w podobny sposób działające Alior Short, Ipopema Short. Zaczynają się pojawiać. Ale w naszych warunkach muszą mieć koszty na poziomie tych 2%. Inaczej z uwagi na wartość zgromadzonego kapitału nie będzie się opłacać ich tworzyć.

      A zagraniczne fundusze ETF? Żeby wejść do Polski muszą znaleźć sieć dystrybucji. Jeżeli ich opłaty są bardzo niskie – nie ma tam absolutnie miejsca na wynagrodzenie od aktywów dla firm pośredniczących w ich oferowaniu. Więc musiałyby być oferowane z opłatami wstępnymi. Co na rynku FIO dla inwestorów jest w mojej ocenie nie do przyjęcia. Jedynym sposobem do wejścia tych graczy byłoby stworzenie droższej jednostki uczestnictwa na rynek PL. Ale – nie oszukujmy się zainteresowanie na naszym rynku jest na tyle małe, że takie fundusze nie będą się o to starać

  4. Mam jeszcze jedno przemyślenie. Dotyczy siły kanałów dystrybucji.

    Duże TFI mają często za sobą powiązane kapitałowo banki. Nieważne jakie będą opłaty – w tych bankach będą proponować z reguły jedynie ‚jedyne słuszne’ fundusze danego TFI. To czy fundusz akcji takiego TFI będzie zarabiał o 1-2% więcej nie oznacza, że inne fundusze tego samego typu nie zarobią więcej 🙂 A o tym oczywiście Klient w okienku się nie dowie…

    Małe TFI realizujące czasem ciekawsze strategie – ale z uwagi na brak dużych dystrybutorów nie mające dużych aktywów mają problem. Przy niskich opłatach nie będzie chętnych do ich promowania (oczywiście uogólniam). Co może faktycznie spowodować zakończenie działalności tych funduszy.

    Wielkie fundusze czasem mają tragiczne wyniki – właśnie z powodu ogromu kapitału (co ciekawe, ciągle są do nich wpłaty – ale to właśnie siła sieci sprzedaży bankowej). Taki kolos musi kupować w uproszczeniu ‚co popadnie’. I zarządzający ma mocno ograniczone możliwości zwiększania zysku. Wystarczy spojrzeć na wyniki Pioneer Akcji, Pioneer Zrównoważony, czy – PKO Akcji (który po tym jak po 10 latach pokazywał stratę został ‚połączony’ z młodszym funduszem PKO Akcji Plus – być może po to aby nie było na wykresie widać jego poprzedniej historii).

    Jestem za tym, aby fundusze konkurowały wynikami. Tak jak dziś. Wtedy najlepsze fundusze będą zbierać dużo kapitału. Mając dużo kapitału mogą same wpaść na pomysł obniżki opłat aby dawać inwestorom jeszcze lepsze wyniki (to akurat nie będzie proste w polskim modelu dystrybucji).

    Chyba, że fundusze pójdą drogą taką jak na zachodzie. Będą bardzo tanie kategorie uczestnictwa (Ale z obowiązkowymi wysokimi 4-5% opłatami za zakup i dodatkowo opłaty za sprzedaż). I ‚na papierze’ będzie ładnie. Tanio. A w normalnej cenie będą jednostki w wersji bez opłat manipulacyjnych (a przecież tylko w te FIO warto inwestować) – i inwestor będzie miał wybór. Co wybierze? W mojej ocenie odpowiedź jest oczywista.

  5. Ja bym nie przesadzał z czarnymi wizjami na temat naszego rynku funduszy. Skoro tak to funkcjonuje na całym świecie, to dlaczego u nas ma być inaczej. Pisze Pan że towarzystwa będą nakłaniać do zmiany funduszy, żeby zarobić na opłacie wstępnej. Jest przecież coś takiego jak fundusze parasolowe, w obrębie których można konwertować jednostki bez opłat. Działają w ten sposób towarzystwa takie jak BlackRock, czy Schreders. Jeśli takie towarzystwo ma w parasolu dużą ilość funduszy to można inwestować w różne rynki na całym świecie.
    Ja uważam, że sprawiedliwe było by gdyby fundusze pobierały niską opłatę za zarządzanie, a miały dodatkową premię za wypracowane wyniki. W tej chwili jest tak, czy się stoi, czy się leży 4 lub 5% się należy. Oczywiście odnośnie fundyszy akcyjnych.
    Jeśli chodzi o konkurowanie funduszy pomiędzy sobą, to nie widzę tutaj jakiś ruchów w obniżaniu opłat za zarządzanie, raczej wszystkie mają te opłaty na podobnym poziomie, pomimo, że niby konkurują na naszym rynku już pareneście lat.
    Zgodzę się z tym że platformy typu mBank mogą mieć problemy, ewentualnie będzie tak, że będą opłaty wstępne za zakup jednostek funduszy na takich pltformach. Z czegoś trzeba być zadowolonym, albo płacimy wysokie opłaty za zarządzanie, albo opłaty wstępne za zakup jednostek.

    • Dziękuję za uporządkowany komentarz. Odniosę się osobno do głównych punktów:

      1. Skoro tak to funkcjonuje na całym świecie, to dlaczego u nas ma być inaczej.
      ———————————————-
      Pomysłodawcy regulacji porównują lokalne polskie fundusze do TFI globalnych (gigantów sprzedających fundusze w dziesiątkach krajów: HSBC, BlackRock itp). Te wielkie fundusze zarządzają miliardami dolarów (czasem taką kwotą w jednym funduszu….). Dlatego mogą pozwolić sobie na niską opłatę za zarządzanie. Nasze TFI w mniejszych funduszach mają często poniżej 100 mln zł. Stąd przy niskich opłatach biznesowo nie będzie się to opłacało.

      2) towarzystwa będą nakłaniać do zmiany funduszy, żeby zarobić na opłacie wstępnej.
      ———————————————————————————-
      TFI raczej nie. Nawet zdecydowanie nie będzie proponować zmian między funduszami. Od zawsze proponuje metodę Kup i Trzymaj 🙂 Miałem na myśli doradców – którzy mogą ‚przenosić’ Klientów z funduszy A do funduszy B – jeżeli nie będą mogli zarobić na części opłaty za zarządzanie – będą niezasadnie przerzucać inwestorów między różnymi TFI… Nieświadomy inwestor będzie te opłaty ponosił.

      3) Jest przecież coś takiego jak fundusze parasolowe, w obrębie których można konwertować jednostki bez opłat.
      ——————————-
      Jest. Ale po pierwsze to mało opłacalne (oczywiście tylko moim zdaniem) – lepiej zapłacić podatek, wyjść z parasola i wybrać inny zarabiający lepiej fundusz niż na siłę tkwić w parasolu. Ale to temat na osobną dyskusję.

      Natomiast parasole w kontekście opłat wstępnych – fakt. Przerzucając pieniądze wewnątrz parasola nie ma ponownego pobrania opłaty. Ale – wiele osób traktuje fundusze (na otwartych multifunduszowych platformach) jako rodzaj środków, które się inwestuje, ale które są cały czas dostępne do wypłaty. Robię tak samo. Gdy potrzebuję nagle gotówki – wypłacam pieniądze z funduszy, po to aby za chwilę znów je wpłacić. A przy ponownej wpłacie do parasola ponownie bym płacił opłaty wstępne. Nie każdy całe pieniądze w funduszach wpłaca na cele za 30 lat.

    • 4. Sprawiedliwe było by gdyby fundusze pobierały niską opłatę za zarządzanie, a miały dodatkową premię za wypracowane wyniki.
      ———————————————
      To w przypadku funduszy otwartych w niczym nie pomoże inwestorom. Fundusz akcji, który obiecał inwestorom w swoim statucie, że zawsze będzie inwestował w akcje, nie może w czasie spadków na giełdach kupić obligacji po to aby mniej tracić. W czasie dłuższych spadków lub trendu bocznego fundusz by nie zarabiał. I z punktu widzenia funduszu: nie z jego winy 🙂 Fundusz akcji nie ma wpływu na ceny akcji. Musi je po prostu kupować.

      Przy okazji jest nawet fundusz, który pobiera 0% stałej opłaty i tylko 25% od zysku. Opisałem go w drugiej części artykułu (wynik funduszu: minus 60% w kilka lat)

      Gdyby fundusz akcji miał się całkowicie zgodzić na bardzo niską opłatę plus premię od zysków – to nie mógłby być funduszem akcji. Tylko np. absolutnej stopy zwrotu.

      5. W tej chwili jest tak, czy się stoi, czy się leży 4 lub 5% się należy. Oczywiście odnośnie funduszy akcyjnych.
      ———————————-
      Tak. I tak być powinno. Płacę funduszowi za to, że konsekwentnie realizuje swoją politykę inwestycyjną. To ja jako inwestor mam prawo taki fundusz sprzedać i kupić inny (np. obligacji w czasie spadków na giełdach). Po to fundusze otwarte są wyceniane codziennie aby to było możliwe.

      Ja osobiście nie wyobrażam sobie, aby fundusz akcji w który inwestuję uciekał do obligacji gdy giełdy tracą. W żadnym przypadku!. Dlaczego? Pisałem o tym 4 lata temu.

      Choć niektóre fundusze akcji oprócz swojej stałej opłaty pobierają premię za dodatkowy zysk.

    • 6) raczej wszystkie mają te opłaty na podobnym poziomie, pomimo, że niby konkurują na naszym rynku już pareneście lat.

      Konkurują wynikami. Rozumiejąc, że dla inwestora liczy się wynik. Mnie np. dosłownie śmieszą rankingi funduszy w których część punktacji wynika z wysokości opłaty za zarządzanie. Przecież ta opłata już wpłynęła na wynik. Jeżeli fundusz dla mnie dobrze zarabia – nie ma problemu aby zarabiał nawet 6% rocznie dla siebie. Oczywiście są fundusze, które marketingowo mogą informować: jesteśmy tańsi. Ale … jeżeli ich wyniki są gorsze niż innych? Ale liczą na to, że inwestor (a takich obawiam się jest wielu) nie sprawdzą, nie porównają tylko zainwestują…

      7) ewentualnie będzie tak, że będą opłaty wstępne za zakup jednostek funduszy na takich platformach. Z czegoś trzeba być zadowolonym, albo płacimy wysokie opłaty za zarządzanie, albo opłaty wstępne za zakup jednostek.

      Przy jednorazowej inwestycji w jeden czy kilka parasoli na wiele lat – to się matematycznie opłaca. Płacąc 5% jednorazowo i 2% rocznie za zarządzanie w 10 lat średnioroczny koszt to 2,5%. Ale: nie mamy żadnej elastyczności – typu wypłata i potem wpłata (kolejna wpłata to ponowna opłata). Przesunąć się do innych TFI – kolejna opłata.

      Inwestorzy mają wybór – są w Polsce dostępne fundusze zagranicznych TFI z opłatami wstępnymi. Jeżeli według nadzoru inwestorzy mają problem z opłatami – to przecież powinni wszyscy inwestować w te zagraniczne fundusze (z opłatą wstępną). I wtedy krajowe fundusze albo upadną albo się dostosują.

  6. Jasne, że się zgadzam. Już od dawna niezbyt mi się to podoba. A teraz, jak już Pan, o tym pisze, to jestem pewien, że regulacje w tej formie to nic dobrego dla każdej ze stron, czyli uczestników, dystrybutorów, TFI oraz GPW, co bezpośrednio uderza w budżet Państwa.
    Jeśli KNF ma takie podejście, to pojęcie decydentów o funduszach, jest takie jak miałem jeszcze rok temu – czyli prawie żadne (oczywiście żadnym specjalistą nie jestem, ale staram się wiedzieć coraz więcej, potrafię liczyć i wiem, że jeśli ktoś coś robi dobrze to musi być odpowiednio wynagradzany, a z drugiej strony, jeśli ktoś jest mizernie wynagradzany i coś robi praktycznie po kosztach, to prędzej czy później, już tak dobrze nie będzie tego robił, o ile w ogóle.
    Po co regulować coś co reguluje się samo, po co wprowadzać progi za wejście i wyjście z funduszu, skoro w większości funduszy można za to nie płacić, a jeśli ktoś płaci, to jest to po porostu koszt niewiedzy czy też niechęci do choćby podstawowej edukacji.
    Jeśli chodzi opłaty za zarządzenie, to dla mnie osobiście, jest to zupełnie nieistotne, liczy się wynik, który mnie zadawala.
    Być może polskie fundusze są droższe od zagranicznych, ale po pierwsze te drugie nie są dostępne dla przeciętnego Kowalskiego, a po drugie, można by to porównać do zakupów w małym sklepie osiedlowym i sklepie wielkiej sieci handlowej, w tym drugim kupimy taniej, bo działa na skalę masową i gdyby nawet sprzedawał jeszcze taniej, to i tak w skali całej sieci zarobi. Ten pierwszy musi sprzedawać drożej, bo w przeciwnym razie nic nie zarobi. Tak samo mały polski fundusz, zwłaszcza bez własnej sieci dystrybucji.
    Dochodząc do wynagrodzenia , które TFI płacą dystrybutorom, nie wiadomo ile dokładnie, ale najprawdopodobniej w okolicach 50 – 75%. Te które mają sieć swoich „okienek” zapewne mniej. Limity w wynagradzaniu dystrybutorów, u których kupimy i sprzedamy fundusze bez opłat, mogą być dla nich przysłowiowym gwoździem do trumny.
    Nie wiem o co chodzi komentującemu „MM”, ale fundusze to nie bzdura, ale jak każda inwestycja obarczone są ryzykiem. Poprzez zarządzanie to ryzyko minimalizujemy.
    Co do wypowiedzi komentującego „Konrad”, to nie wiem co w funduszach jest ułomne, jak każdy produkt inwestycyjny ma swoje wady i zalety, jeśli komuś nie pasuje taki produkt, po prostu niema go w portfelu. Jest wiele funduszy jeśli chodzi o rodzaje, poszczególny udział aktywów danego rodzaju, zasięg geograficzny, zawsze coś można wybrać, można np. wybrać fundusz mieszany czy zrównoważony, albo np. zbudować portfel z dwu funduszy akcji, funduszu obligacji korporacyjnych i pieniężnego w proporcjach zgodnych z własna skłonnością do ryzyka. Co do funduszy aktywnego zarządzania, to jest ono na tyle aktywne, na ile pozwala na to status, więc raczej nie należy przywiązywać wagi do nazwy, a zapoznać się z dokumentami.
    Jeśli chodzi o fundusze indeksowe to, co prawda nie za wiele, ale są. Fundusze hedgingowe typowe, to moim skromnym zdaniem produkt nieco inny, i określenie „fundusz” nie jest tu raczej na miejscu, jest to po prostu firma inwestycyjna, której aktywa są bardzo, bardzo aktywnie zarządzane, dla mnie na zbyt aktywnie. Trzeba też posiadać większy kapitał, a wielu przypadkach siedziby tych firm są w rajach podatkowych i dochodzi kolejne ryzyko. Nie wiem dlaczego nie ma polskich (chyba), a i zagranicznych nie wiele, może ktoś zrobił analizę rynku i nie bardzo kalkuluje się takim firmom świadczyć usługi w Polsce. Zabezpieczanie ryzyka „shortami” ma miejsce też w FIZ-ach, ale te, poza nielicznymi przypadkami, nie są dla wszystkich, tylko dla tych z zasobniejszym portfelem, a dyskusja dotyczy chyba FIO czyli produktów dla mas.
    Reasumując: nie wygląda to za ciekawie, jeśli dystrybutorzy z TFI za „zero” upadną, będziemy ponosić większe koszty, które wyrównają się dopiero z obecnymi po ok. 5 latach – jakiś czas temu robiłem symulację z opłatami za zarządzanie po 2% i maksymalnymi opłatami manipulacyjnymi, a jeszcze jak powyżej 10% benchmarku trzeba oddać dodatkowe 20%, to może i dłużej.
    Jeśli coś pomyliłem, to proszę mnie poprawić.
    P.S.
    Zacząłem pisać rano, a dokończyć mogłem dopiero teraz, pojawiły się nowe posty, więc mój może być nieaktualny. Ale dalej uważam, że na proponowanych przez KNF regulacjach nikt nie skorzysta.

  7. Generalnie z wieloma tezami z artykułu jak najbardziej się zgadzam, ale nie ze wszystkimi.
    To nie jest tak, że obniżka opłaty spowoduje, że zarządzający powyjeżdżają. W Polsce w TFI zarządzają Polacy i nie ma zagranicznych zarządzających. Nie da się prosto i szybko przenieść na inny rynek, bo spółki poznaje się latami. Samo przeniesienie życia nie jest łatwe, jak się ma rodzinę, dzieci itp. Ktoś tam wyjedzie, ale większość zarządzających zostanie.
    Wszystkie TFI powinny przejść na model, że biorą 2 procent i część zysku ze stopy zwrotu ponad benchmark. To rozwiązanie powoduje, że nawet podczas bessy zarządzający, których fundusze spadają wolniej od benchmarku dostają premie itp., bo przecież dobrze zarządzają.
    Jednocześnie w tej chwili zarządzający zarabiają dużo. Znam żonę jednego zarządzającego i wiem jak im się żyje. To są drogie samochody, drogie wyjazdy intergacyjne, urlopy tylko w egzotycznych krajach itp. Nie sądzę, żeby tak musiało być. Najlepsi – ok, ale wszyscy zarządzający w TFI? To jest absurd.

    • Panie Michale – dziękuję. To w sumie świetny pomysł aby był dodatkowy zysk za wygranie z benchmarkiem.

      W ten sposób zarządzający w funduszu akcji nie jest poszkodowany tym co się często proponuje – czyli wynagradzaniem za dodatkowy zysk. Bo to akurat nie jest celem funduszu akcji 🙂 Celem jest inwestowanie w akcje. Zawsze.

      Nadal zostanie jednak problem dostępności funduszy bez opłat manipulacyjnych na otwartych platformach mBank, BossaFund czy StarFunds. Te platformy przy niskim kickbacku będą mieć moim zdaniem problemy – po prostu ich wynagrodzenie od funduszy spadnie o połowę.

      A na świcie fundusze NoLoad czyli bez opłat wstępnych wcale nie są znów tak strasznie tańsze niż te w PL. A jednym z przesłań artykułu ma być właśnie to że nadzór błędnie porównuje koszty krajowych funduszy do ‚zwykłych’ kategorii A (czyli tych z wysokimi opłatami na wejściu i wyjściu) funduszy zagranicznych. Porównując śliwki do jabłek 🙂 Lub jabłka do śliwek. W ten sposób mając błędne przekonanie o tym że krajowe fundusze są dużo droższe. Są droższe. Ale relatywnie niewiele.

      Zarządzającym zostać nie jest łatwo. Dlatego nie ma ich w Polsce wielu. Jeżeli z biznesu TFI wystarcza na dobre wynagrodzenie dla zarządzającego (które przecież jest tylko ułamkiem opłat za zarządzanie) to niech pieniądze wydają tak jak chcą. W wielu branżach znajdziemy ludzi z dużymi zarobkami. Jeżeli zarządza dużym funduszem to jakoś w tym funduszu musiał się znaleźć. A duży fundusz może wypłacać wyższe wynagrodzenie i wyższe premie.

      • Przecież wynagrodzenie za wygranie z benchmarkiem nie jest moim pomysłem. Tak przecież działa Quercus. Widziałem ostatnio, że na pewno w części (a może we wszystkich) funduszach Investors też tak jest. Nie wiem, czy Skarbiec też nie wprowadził tej zasady.

        • Tak. Wiele funduszy od tego uzależnia premie. Natomiast w wielu komentarzach i dyskusjach są proponowane pomysły (zupełnie niemerytoryczne) że ta dodatkowa opłata powinna być naliczana tylko gdy ‚fundusz zarobi dla inwestora’. Co – poza kilkoma funduszami z bezwzględnym benchmarkiem jest oczywiście niezasadne.

  8. Powiem krótko. jak wprowadzą zakaz kicbacków i znikną bossafundy i inne platformy bez opłat manipulacyjnych to inwestowanie w fundusze straci sens bo co to za inwestowanie w typie ‚wpłać i zapomnij’. Właśnie dlatego tyle ludzi na funduszach traci że nie zarządza nimi tak jak się powinno. Platformy internetowe to naprawdę fajna sprawa a ich zarżnięcie przynajmniej dla mnie będzi oznaczało koniec inwestycji w fundusze bo zwyczajnie straci to sens przy tych wszystkich kretyńskich opłatach za wejscie, wyjście, i bóg wie za co jeszcze.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here