Blog Strategie inwestowania

Ile jajek mieć w koszyku? Czyli pułapki pasywnej dywersyfikacji

Zwyczaj święcenia pokarmów w Polsce pojawił się już w XIII wieku, nie dalej niż 100 lat po pierwszych wzmiankach na ten temat. Zwyczaj ten ma wczesnośredniowieczną tradycję. A błogosławieństwo żywności zgodnie z tradycją sięga VII wieku, natomiast z chlebem i jajkami odnotowane od XII wieku.

W koszykach, które niesiemy do kościołów zawsze znajdują się jajka jako symbol życia.

A koszyk jak wiadomo może upaść. Być może stąd wzięło się przysłowie (podobno źródłowo angielskie): Nie wkładaj wszystkich jajek do jednego koszyka.

To powiedzenie jest wykorzystywane w wielu obszarach życia. Także w finansach.

Temat jajek w koszyku pojawia się także w finansach

Hasło: „Nie wkładaj wszystkich jajek do jednego koszyka” jest często wykorzystywane w poradach dotyczących inwestowania. Niestety często sugeruje to bardzo uproszczone podejście do inwestowania, które można streścić w ten sposób:

Drogi inwestorze. I tak się na inwestycjach nie znasz, dlatego zamiast się edukować po prostu zainwestuj w wiele produktów i zrób ‚dywersyfikację’ aby ograniczyć ryzyko.

Z takim podejściem ciężko mi się zgodzić. Nazywam je ‚pasywną dywersyfikacją‚. Wspomniane przysłowie o jajkach w koszyku połączone z trudnym słowem ‚dywersyfikacja’ doskonale wpasowuje się w oczekiwania większości oszczędzających: nie chcemy uczyć się nawet podstaw inwestowania więc najlepiej zastosować dywersyfikację – przecież hasło: „Nie wkładaj wszystkich jajek do jednego koszyka” brzmi tak przekonująco.

Czyżby?

A w jaki sposób kupujesz jajka w sklepie?

Czy kupując opakowanie 6 jajek mozolnie przepakowujesz je do sześciu reklamówek i wracając do domu machasz nimi wkoło licząc, że być może potłuką się tylko dwa z sześciu? Czy też raczej wszystkie masz w jednej torebce i pamiętając o tym, że trzeba się z nimi łagodnie obchodzić niesiesz je do domu wyjątkowo ostrożnie?

Czy widziałeś kiedyś aby ktoś wychodził z marketu z kilkoma koszykami jajek? Ja nie 🙂

Zgodzisz się że w ‚normalnym świecie’ pomysł z wkładaniem jajek do wielu koszyków po prostu nie ma sensu? To dlaczego został tak wypromowany w inwestowaniu?

Według mnie tego po prostu oczekuje większość inwestorów. Jakiegoś złotego sposobu aby nie wiedzieć zbyt wiele i zdać się na magiczną dywersyfikację.

Czym jest dywersyfikacja?

Według Wikipedii dywersyfikacja w inwestowaniu czyli dywersyfikacja portfela to „różnicowanie składu portfela inwestycyjnego skutkujące redukcją ryzyka specyficznego (niesystematycznego) poszczególnych aktywów, a w konsekwencji spadkiem ryzyka całego portfela. Istota dywersyfikacji sprowadza się do zakupu do portfela zróżnicowanych aktywów w nadziei, że ewentualne spadki wartości niektórych z nich zostaną zrekompensowane wzrostami wartości innych.”

W tej definicji proponuję zwrócić uwagę na słowa „w nadziei„.

Definicja i rozważania na ten temat są szersze. Ale większość z nich zakłada, że inwestor będzie działał pasywnie zamiast monitorować inwestycję. Czyli będzie wierzył w jeden z większych mitów inwestowania: większe zyski oznaczają większe ryzyko dużej straty. Tak jakby zapominano, że straty można ograniczać (np. Stop Loss) zamiast biernie patrzeć jak aktywa tracą kilkadziesiąt procent.

Na tę chwilę wystarczy aby zapamiętać, że dywersyfikacja to takie właśnie wkładanie jajek (pieniędzy) do różnych koszyków (inwestycji) w celu zmniejszenia ryzyka w inwestowaniu.

Każdy kij ma dwa końce. Dywersyfikacja to także ograniczenie możliwych zysków. O tym już się tak często nie mówi.

Ale nie wpadajmy w skrajności

Cytaty o jajkach w koszyku trzeba rozpatrywać nie odrywając ich od kontekstu.

Najsłynniejszy inwestor na świecie: Warren Buffet mawiał, że:

„Dywersyfikacja jest ochroną przed ignorancją. Ma ona niewielki sens dla tych, co nie wiedzą, co czynią”

To nie znaczy, że Warren Buffet kupuje akcje jednej spółki. Nie. Warren Buffet w portfelu prawie na pewno ma więcej niż kilkadziesiąt spółek. Ale – nie wybiera ich na chybił trafił.

Dywersyfikuje, ale świadomie. Inwestując w to na czym się zna.

Warren Buffet dywersyfikuje w ramach inwestycji w akcje. Na pewno ma także inne aktywa. Ale znów – takie na których się zna. Nie wkłada pieniędzy do wielu koszyków tylko ‚dla zasady’.

Druga skrajność dywersyfikacji w inwestowaniu to Robert Kiyosaki. Mówi on aby wkładać jajka do jednego koszyka i bardzo dobrze ten koszyk chronić. A tym koszykiem muszą być nieruchomości 🙂 Osobiście bardzo cenię sobie książki Roberta oraz gry Cashflow – co nie znaczy, że ze wszystkimi jego tezami absolutnie się nie zgadzam.

Kiyosaki będzie zachęcał aby wszystko inwestować w nieruchomości. Oferujący złoto będą proponować inwestowanie tylko w złoto (paradoksalnie: nawet tym, którzy na temat rynku złota nie mają wiele wiedzy).

To jak rozumieć poprawną dywersyfikację?

Poniższa definicja to oczywiście moje przemyślenia. Ale – mam wrażenie – że dla wielu z was będą przekonujące.

Jestem zwolennikiem świadomej dywersyfikacji – czyli inwestowania w kilka grup aktywów. Takich o których mamy choćby ciut więcej niż podstawową wiedzę. I dodatkowo w każdej grupie dodatkową dywersyfikację (rozmiar dywersyfikacji zależnie od charakterystyki danej grupy aktywów).

I drugie moje spostrzeżenie:

Dywersyfikacja nie zwalnia od monitorowania inwestycji i reagowania na to co się dzieje na danym rynku. Aby zwiększyć wynik inwestycji trzeba inwestycją zarządzać. Po to aby nie dopuszczać do dużych strat w danej grupie aktywów. Wiele inwestycji pozwala na aktywne inwestowanie. Nie wszystkie – tam gdzie nie mamy wpływu na wynik inwestycji i mamy ograniczoną płynność – trzeba poświęcić więcej czasu na dobór składników inwestycji. Tu błędy będą bardziej kosztowne.

Dywersyfikacja całego portfela oszczędności

Czyli w co inwestować? Zgodnie z moją ideą kilku koszyków proponuję proste podejście:

  • inwestuj w ‚kilku koszykach’ ale tylko w tych na których się choćby na podstawowym poziomie znasz. Dość ryzykowne będzie inwestowanie w co popadnie, tylko po to aby nazwać to dywersyfikacją.

Np: jeżeli nie masz żadnej wiedzy o inwestycjach w fundusze i nie chcesz tej podstawowej wiedzy zdobyć (podkreślam: podstawowej – fundusze to nie giełda – są całkiem proste) to lepiej do funduszy pieniędzy nie wpłacaj. Pozory mogą mylić: fundusze obligacji (które wydają się być pewnym zyskiem) potrafią tracić nawet 4-5% jeżeli nie wiesz jak z nimi postępować.

Fundusze zamknięte? Jeżeli nie wiesz dokładnie jak działa  fundusz, który Ci zaproponowano to chyba lepiej nie inwestuj. Słowa Fundusz Zamknięty nie oznaczając pewnego zysku. Były fundusze nieruchomości, które traciły ponad 80%. Fundusze wierzytelności z zyskiem bliskim zero lub ze stratami. Tu po prostu musisz mieć zaufanego doradcę, który te inwestycje dla Ciebie sprawdzi.

Itd. Poniżej przedstawiam moje przemyślenia dotyczące kilku grup inwestycji.

Dywersyfikacja w funduszach inwestycyjnych otwartych

Każdy fundusz inwestycyjny otwarty to z zasady (i z wymogów ustawowych) duża dywersyfikacja.

  • Fundusz akcji ma kilkadziesiąt (w PL), czasem kilkaset (na świecie) akcji w portfelu. Dzięki temu jego zmienność jest niewielka w porównaniu ze zmiennością pojedynczych akcji
  • Fundusz obligacji skarbowych także stosuje dywersyfikację – to zmniejsza zmienność jego wyników w porównaniu do np. zmian rentowności pojedynczego papieru (który potrafi wahać się czasami o kilkadziesiąt procent – tak, tak – obligacje skarbowe w portfelu funduszu mogą mieć takie zmiany rentowności)
  • Fundusz obligacji korporacyjnych – jeżeli w portfelu ma 100 spółek rozłożonych w miarę po równo to upadek jednej z nich oznacza spadek wartości portfela o 1%

Dywersyfikacja portfela funduszy

Skoro fundusze same w sobie mają niejako wbudowaną dywersyfikację to czy warto dywersyfikować inwestycje na wiele funduszy? Oczywiście takale w sposób przemyślany.

Podstawowa zasada – w jednej grupie funduszy inwestuj w małą liczbę funduszy. Inwestowanie w 10 różnych funduszy akcji polskich to przyznanie się do braku wyboru jakiejkolwiek metody doboru funduszy. A co za tym idzie ‚nieświadome’ zaniżanie wyniku w dół. Wiem – powiesz,  że nie da się wskazać najlepszych. Zgadzam się – ale da się wskazać te z czołówki, które radzą sobie najlepiej w obecnej sytuacji rynkowej (dlatego dobór funduszy warto realizować na podstawie ostatnich wyników, a nie poprzez sprawdzanie, który zarobił najwięcej w ostatnim roku)

Poniżej kilka porad które proponuję stosować (szczegółowo omawiam je na szkoleniach wyjaśniając dlaczego tak, oraz jak dobierać fundusze – w tym pomogą rankingi i listy okazji portalu Opiekun Inwestora).

  • fundusze akcji polskich – dwa lub trzy fundusze, raczej różnych TFI. Jeżeli interesujesz się finansami to w zależności od sytuacji wybierz dwa fundusze dużych spółek lub dwa małych i średnich. Jeżeli nie wiesz jak działają fundusze dużych spółek a jak małych i średnich (lub celowo chcesz zmniejszyć ryzyko) – to do czasu zdobycia tej wiedzy lepiej zwiększyć dywersyfikację i wybrać po jednym (lub po dwa) fundusze zarówno z dużych jak i z małych i średnich spółek
  • fundusze niskiego ryzyka – obserwując sytuację na rynku i rozumiejąc zależności wyników funduszy niskiego ryzyka od np. stóp procentowych z pewnością lepszym rozwiązaniem jest inwestowanie w jedną grupę tych funduszy: np. obligacji skarbowych, obligacji korporacyjnych czy też funduszy pieniężnych/gotówkowych (choć te często i tak są mocno oparte o obligacje korporacyjne). Ile funduszy z tej grupy w portfelu? Dobrą praktyką będzie wybór dwóch funduszy. Maksymalnie trzech. Dlaczego nie jednego? Aby nie ryzykować, że zarządzający będzie miał ‚wypadek przy pracy’. I znów: jeżeli nie masz pojęcia jak zachowują się poszczególne fundusze niskiego ryzyka i nie wiesz od czego ich wyniki zależą to lepiej zbuduj portfel złożony z 3-4 funduszy: po jednym obligacji skarbowych, korporacyjnych, aktywnie zarządzanego niskiego ryzyka oraz pieniężnego/gotówkowego. Oczywiście każdy z nich monitorując. Wtedy zysk będzie na pewno niższy, ale na pewno będzie bezpieczniej. Nie spotka Cię niespodzianka gdy fundusz obligacji skarbowych straci np 4% (fundusz obligacji skarbowych działa zupełnie inaczej niż obligacja – co często jest zaskoczeniem dla inwestorów – z reguły już za późnym).
  • fundusze mieszane – czyli trochę obligacji trochę akcji. Ja zdecydowanie wolę zbudować własny fundusz mieszany – kupując np. 2 fundusze akcji i 2 fundusze niskiego ryzyka i samodzielnie ustalając poziom zaangażowania w poszczególne fundusze
  • fundusze akcji rynków zagranicznych – tu można pokusić się o większą dywersyfikację. Dobierając fundusze z kilku rynków / sektorów. Raczej po jednym z danego rynku (nie ma potrzeby posiadać w portfelu dwóch funduszy akcji indyjskich – jeden wystarczy). Tutaj ja stosuję kolejną zasadę – im bardziej stabilny kierunek na giełdach tym mniej różnych funduszy w portfelu. A w trendzie bocznym zdecydowanie szersza dywersyfikacja. Mając dostęp do produktu z wieloma rynkami zagranicznymi wybór 6-8 funduszy zagranicznych różnych rynków / sektorów / regionów nie będzie niczym złym

Dywersyfikacja nie zwalnia od reagowania na zmieniającą się sytuację. Gdy giełdy tracą to nie ma sensu trzymać się kurczowo ‚dywersyfikacji’ w kilka funduszy akcji. Trzeba je po prostu sprzedać aby nie ryzykować dużych strat.

Dywersyfikacja w funduszach wg Profilu Inwestora

Absolutnie mnie nie przekonuje. Chodzi mi tutaj o badania profilu (wynikają z dyrektywy MIFID), z których wynika, że jako inwestor jesteś np. inwestorem umiarkowanie agresywnym.

Takie badania (swoją drogą wymagane w bankach) mogą być pierwszym krokiem do niepotrzebnych strat. Dla banku są świetne. Przecież takie badanie wymyśliła Unia Europejska w swojej dyrektywie, więc inwestor ma uśpioną czujność. Poza tym tego przecież wielu inwestorów oczekuje – uzasadnienia do tego aby inwestycjami się nie interesować tylko po prostu wpłacić i zapomnieć. I gdy profil wskazuje umiarkowanie agresywne inwestowanie to inwestor kupuje zgodnie z tym badaniem 70% funduszy akcji i 30% funduszy obligacji. Efekt w czasie spadków na giełdach łatwo przewidzieć…

Ba – tego typu badania inwestora robi się też w biurach maklerskich gdzie inwestorzy powierzają kapitał w zarządzanie. Podpisując np. umowę na zarządzanie według profilu agresywnego (np. 80% w akcje) – dziwiąc się, że w czasie spadków na giełdach zarządzający takim portfelem generuje stratę 30%. Ale przecież inwestor sam podpisał zgodę na takie a nie inne inwestowanie…

Dywersyfikacja w funduszach inwestycyjnych zamkniętych

Fundusze zamknięte mają znacznie szersze możliwości inwestycyjne niż fundusze otwarte. Tu bez trudu znajdziemy inwestycje całkowicie niezależne od sytuacji na rynkach finansowych (fundusze biznesowe).

Dywersyfikacja w tych funduszach ma jeden problem – potrzeba więcej kapitału. Fundusze FIZ wymagają inwestycji jednorazowej ponad 40.000 EUR czyli dla uproszczenia około 200.000 zł. Chcąc mieć portfel złożony z pięciu funduszy trzeba dysponować milionem oszczędności.

Różnice w wynikach funduszy podobnego typu mogą być duże. A w przypadku funduszy biznesowych pojawia się wiele ryzyk, o których istnieniu wielu inwestorów nie jest świadomych.

Dywersyfikacja – tak. Ale bardzo świadoma. Tu także pomagam inwestorom dobierać tego typu inwestycje.

Dywersyfikacja w obligacjach korporacyjnych

Obligacje korporacyjne to inwestycje bezobsługowe. Z zyskami od kilku do nawet ponad 10% rocznie. Tutaj zdecydowanie polecam świadomą dywersyfikację – czyli inwestowania w te firmy, o których mamy wiele informacji i których biznes rozumiemy.

Kupowanie dziesiątek różnych emisji obligacji z wielu różnych sektorów tylko dla zasady dywersyfikacji mnie osobiście nie przekonuje. Wolę inwestować w kilka do kilkunastu firm – ale tylko tych, gdzie doskonale wiem dlaczego zainwestowałem.

Mój prywatny portfel tego typu obligacji opiera się dziś o 5 pozycji. Na dziś nie czuję potrzeby zwiększania portfela do więcej niż 10 firm. Ale są to zawsze spółki gdzie w większości znam właścicieli i o tych biznesach wiem prawie wszystko. I co najważniejsze – dokładnie wiem skąd biorą się dla mnie zyski. Dlatego bez wielkich obaw inwestuję w niektóre projekty kwoty 6 cyfrowe.

Te same inwestycje polecam też moim inwestorom. Wyjaśniając, że czasem warto poczekać 2-3 miesiące na kolejną emisję niż inwestować tu i teraz w pierwszą lepszą emisję jaką zaproponuje nam bank czy biuro maklerskie (które przecież nie może w danym miesiącu ‚nie mieć nic na półce’).

Dywersyfikacja w nieruchomościach

Nie jestem i nie uważam się za jakiegoś guru od nieruchomości. Po prostu mam kilka swoich przemyśleń. Wynajmuję dwie nieruchomości, trzecią mam kupioną na biuro. Mieszkam w czwartej. Nie wykluczam kolejnych inwestycji. Wielkim fanem nieruchomości nie jestem, ale też nie jestem laikiem.

Zanim kupiłem pierwsze mieszkanie na wynajem wydałem ponad 5.000 na różne szkolenia z inwestowania w nieruchomości i kolejne kilkaset złotych na literaturę. Oraz wiele czasu na poszukiwanie ciekawych okazji. Oba mieszkania (na rynku pierwotnym) udało mi się kupić w dobrym momencie, a jedno nawet taniej o ponad 10% taniej niż minimalna, nienegocjowalna cena dewelopera 🙂 Drugie o 500 zł taniej na metrze kwadratowym. Wymagało to trochę ‚chodzenia’ wokół inwestycji, i trochę szczęścia na które trzeba było sobie zapracować.

Moje przemyślenia o dywersyfikacji:

  • lepiej w jednym / kilku miastach, które w danej grupie nieruchomości mają największy potencjał na wynajem – niż ‚dywersyfikować’ kupując mieszkania w losowych miastach
  • jeżeli dobrze czuję się na rynku wynajmu dla studentów nie ma potrzeby dywersyfikować na duże apartamenty i próbować wynajmować je celebrytom lub zajmować się najmem dla firm lub kupować lokale handlowe
  • nigdy bym nie zastosował ‚dywersyfikacji’ poprzez zakup kilku całkowicie różnych inwestycji tylko po to aby ‚ograniczyć ryzyko’ – bez wiedzy o tego typu inwestowaniu ryzyko możemy zrealizować na każdej z takich nieprzemyślanych inwestycji

Dywersyfikacja w inwestycjach w innowacyjne spółki

Lepiej kilka do kilkunastu dobrze zbadanych firm z przejrzystym biznesem niż kupowanie udziałów w wielu tego typu projektach tylko dla zasady dywersyfikacji. Więcej na ten temat w tym artykule.

Dywersyfikacja na rynku złotych monet

Wartość najbardziej popularnych monet inwestycyjnych jest do siebie zbliżona. Tutaj zakładam inwestowanie w kilka różnych, ale tych najbardziej popularnych monet. Wolę monety od sztabek.

Dywersyfikacja w produktach strukturyzowanych

Zdecydowanie jestem przeciw. Produkt strukturyzowany to także inwestycja. Warto w te produkty inwestować – ale tylko w te, dla których zakład który jest w nich zaszyty jest dla Ciebie zrozumiały i w niego osobiście wierzysz lub się z nim utożsamiasz. Jeżeli nie wierzysz we wzrost kursu Euro nie kupuj struktury na kurs Euro!

Jeżeli przekonują Cię możliwości zysku w produktach strukturyzowanych – to musisz inwestować bardzo świadomie. Kupowanie wielu struktur na chybił trafił raczej nie zarobi więcej niż lokata bankowa.

Inne sposoby inwestowania a dywersyfikacja?

Podzieliłem się moimi spostrzeżeniami – opartymi o własne doświadczenia i to w co sam inwestuję. Nie wypowiadam się na tematy inwestycji, o których nie mam większej wiedzy.

Ale założę się że w praktycznie każdym sposobie pomnażania oszczędności nadmierna dywersyfikacja zmniejsza zyski a inwestowanie bez żadnej wiedzy mocno zmniejsza szansę na zysk.

Być może w jeszcze inny sposób pomnażasz oszczędności – lub masz swoje przemyślenia co do dywersyfikacji. A może całkowicie nie zgadzasz się z moimi tezami.

Podyskutujmy – napisz swój komentarz poniżej.

O autorze

Remigiusz Stanisławek

Witaj, z tej strony Remigiusz. Od 2006 roku uczę jak świadomie korzystać z funduszy inwestycyjnych i produktów inwestycyjnych. Czasem opiszę jakąś aferę :) Fundusze to nie lokata. To inwestycja. A inwestycją trzeba zarządzać. Ale wystarczy odrobina podstawowej wiedzy aby skutecznie inwestować. Jeżeli Twoje pieniądze są dla Ciebie ważne – może warto poświęcić im nieco więcej czasu?

Zostaw komentarz

komentarzy 10

  • Ja mam taki pytanie. Może ktoś będzie mi mógł odpowiedzieć. Dopiero zacząłem przygodę z funduszami i w środę wysłałem zlecenie kupna przez bossafund. Problem w tym że do dziś jednostek nabytych nie mam w swietle tego co widzę w panelu użytkownika. Wiem oczywiście że fundusz moze sprzedać jednostki w terminie do 7 dni od dnia otrzymania zlecenia przez pośrednika (choć w prospektach piszą o tym że nabycie powinno nastąpić pierwszego dnia po otrzymaniu zlecenia). No ale jeśli za kazdym razem sprzedaż/kupno/zamiana będzie wyglądała tak że mam czekać 7 dni na sprzedaż to jak w takich warunkach aktywnie zarządzać portfelem? Nie inwestowałem na razie w fundusze akcyjne właśnie z tego względu. nie sądzę też że mam ochotę na tym etapie wchodzić na giełdę. W związku z tym mam takie pytanie
    Czy to że ja do dziś nie mam informacji o nabyciu to oznacza że transakcja nie została dokonana? Moze to wygląda tak ze jednostki sa już nabyte a pośrednik nie otrzymał zwrotnie potwierdzenia? Nie wiem jak to w praktyce wygląda. Czy ja mam oczekiwać jeszcze potwierdzenia listownego od tfi o nabyciu? Przyznam sie ze jestem trochę skonfundowany długoscią i ślamazarnością procesu nabycia, a przecież ktos kto kupuje fundusze akcyjne musi jakoś szybko reagować na zmiany na rynku bo przecież przez 7 dni to można zaliczyć czarny poniedziałek i czarny czwartek z czarną niedzielą do kompletu.
    W sumie proces nabycia z tego co zrozumiałem wyglada następujaco .
    1.Daję zlecenie nabycia pośrednikowi
    2.Pośrednik zleca agentowi transferowemu transakcję. Tn chyba zakłada rachunek rejestrowy i zleca funduszowi sprzedaż
    3. TFI przyjmuje mnie w poczet członków i sprzedaje jednostki.
    4. ja powinienem dostać jakieś potwierdzenie.
    Czy to za każdym razem trwa tak długo czy to tylko za 1 razem przy nowym TFI trwa tyle czasu?

    • Jeżeli fundusze nabywa się poprzez internetowe platformy to zazwyczaj fundusz kupuje się po cenie D+1 czasem D+2. Czyli 1 lub dwa dni po złożeniu zlecenia nabycia. Natomiast informacja o tym, że fundusz został kupiony pojawia się po 4 lub 5 dniach. Ponieważ kupując fundusz w poniedziałek, kupi się on np. w środę. Po cenie z środy. A cenę z środy fundusze publikują z reguły w czwartek, a czasem platforma musi te wyceny jeszcze zweryfikować i czasem widać to dopiero w piątek. Co nie znaczy że zakup trwał 5 dni. To znaczy że fundusz kupił się po cenie wtorkowej. I tak to działa od zawsze. Zapis o 7 dniach w zasadzie martwy.

      Trwa to oczywiście dłużej jeżeli ktoś inwestuje papierowo – co faktycznie nie ma większego sensu. I na dodatek inwestując papierowo (czyli składając papierowe zlecenie nabycia o pośrednika) płaci się jeszcze opłatę wstępną od kupna funduszu (czego można uniknąć kupując te same fundusze przez Internet na otwartych platformach). Np. na StarFunds (inwestując tam ma się bezpłatny dostęp do narzędzi Opiekuna Inwestora).

      • kupowałem przez Bossę czyli DM BoŚ banku. Nie chodzi mi oczywiście o to że boje się że coś poszło nie tak, czy gdzieś zawieruszyły się pieniądze. Operacja musi trochę trwać i to jest normalne, tylko właśnie zastanawiało mnie ile dni w praktyce upływa od momentu zlecenia do momentu nabycia, bo w prospektach jest to bardzo nieprecyzyjnie określone . No , ale z tego co pan pisze jest tak jak myślałem. Jednostki kupuje sie 1 czy 2 dni po złozeniu zlecenia a informacja o tym publikowana jest później.
        Czyli w sumie nie jest źle. A tfi u którego zleciłem kupno to NN. Czy TFI przysyłają jeszcze potwierdzenie transakcji czy też pojawi się tylko zapis w panelu użytkownika na bossie?

        • Czyli jest ok 🙂 Proszę się nie martwić. Pieniądze w funduszach nie zginą.

          Po kilku dniach będzie widoczny zakup w panelu BossaFund. A papierowo (jeżeli nie zaznaczył Pan, żeby nie wysyłać papierowych dokumentów) też TFI prześle potwierdzenie – ale to z reguł trwa też kilka dni. Polecam sprawdzić platformę StarFunds.pl – to samo co BossaFund, nieco mniej funduszy – plus gratis dostęp do naszych narzędzi Opiekuna Inwestora. I oczywiście też bez żadnych opłat.

          Po rejestracji na stronie OpiekunInwestora (bezpłatna) – znajdzie Pan kilka pomocnych artykułów – w tym jeden (ważny) na temat funduszy NN i drugi (równie ważny) na temat inwestowania pod parasolem jednego TFI.

          • Dziekuję za odpowiedź i potwierdzam. W przypadku NN to jest D+1. Od dziś mam zaksięgowane środki z wyceną na 27.IV czyli dzien po złożeniu zlecenia. W sumie to jest bardzo ok. Mógłby mi pan wyjasnć jeszcze jedną sprawę. Czy parasol działa tylko w ramach jednego subfunduszu? Na przykład – NN oferuje FIO i SFIO. Widzę ze bossafund przy zamianie oferuje oba te fundusze, ale nei wiem czy przy zamianie subfunduszu z SFIO na subfundusz FIO to taką operację obejmuje parasol. W sumie to nie ma większego znaczenia bo podatek prędzej czy później i tak trzeba zapłacić, ale więcej pieniędzy pracuje w ramach parasola. Oby tylko kickbaków zabardzo nie przycięli bo wtedy obwaiam się ze znikną darmowe zakupy przez internet.
            Zamiana to fajna rzecz bo jest szybsza niż sprzedaż i ponowny zakup w innym TFI, ale własnie nie wiem czy parasol podatkowy w tym wypadku obowiazuje miedzy fio a sfio. No i z pana artykułu dowiedziałem się ze NN z literką L jest zabezpieczone przed ryzykiem walutowym. Nie wiedziałem a kupiłem fundusz kupujący w obcej walucie w sumie bo mamy mocną złotówkę a tu niespodzianka :-). Cóż.. człowiek uczy się całe życie

  • Mam podobne przemyślenia co do dywersyfikacji, aczkolwiek… wydaje mi się, że zaproponowane przykłady są dobre na większe portfele 🙂 Przy swoim <20tys. zł. zawęziłam się jak na razie do 3 funduszy (i jak na razie samych akcyjnych plus niezbędne minimum gotówki na koncie oszczędnościowym). Posiadanie 10 funduszy, a z tego min. 5 oscylujących w podobnej cenie przez długie okresy czasu, podczas gdy inne zarabiały było koszmarnie irytujące. Od transferu do transferu zostałam z 3 z trzech różnych obszarów i jest mi jak na razie komfortowo 😉

    • I o to chodzi. Jak widać wiele z moich pomysłów na inwestowanie nie jest szczególnie odkrywczych 🙂 Czasem są to po prostu rozwiązania na które można wpaść samodzielnie! Pozdrawiam, Remigiusz Stanisławek