Blog Co na rynkach finansowych?

Giełda w Turcji w rok +40% a krajowe fundusze ledwie 10%. Czy to wina zarządzających?

Do napisania artykułu zainspirował mnie pan ‚Alan’, który w jednym z komentarzy napisał:

„10 lat temu zakupione arka tureckich. W 2013 roku indeks XU100 65 000 cena jednostki ok. 60 zł. obecnie indeks XU 100 ponad 100000 a jednostka 36 zł.”

Czyli – giełda w Turcji zarobiła kilkadziesiąt procent, a fundusz akcji tureckich stracił kilkadziesiąt procent. Na pierwszy rzut oka nie świadczy to dobrze o zarządzających. Dlatego pan ‚Alan’ trochę emocjonalnie porównał zarządzających jednego z funduszy akcji tureckich do przestępców. To mocne słowa.

Ale całkowicie nieuzasadnione.

Jak zwykle problemem jest to, że ktoś inwestorowi sprzedał taki fundusz nie tłumacząc od czego zależy jego wynik. A inwestor nie wiedząc jak działa fundusz, w który (za czyjąś zapewne namową) zainwestował oczekiwał od zarządzających więcej niż mogą zrobić.

I to w tym wszystkim najsmutniejsze. Ja niestety nie mogę przyłączyć się do narzekań na fundusz. Mogę jedynie wyjaśnić skąd tak słaby wynik funduszu i że nie jest to wina zarządzających! W inwestowaniu warto to po prostu wiedzieć.

Przypomnę: celem funduszu jest inwestować w taki sposób jaki obiecał inwestorom w swoim statucie. Tylko tyle, i aż tyle. Opowiadam o tym w moim nagraniu video.

Wyniki funduszy akcji tureckich (12M)

Wyniki różnych funduszy akcji tureckich zachowują się bardzo podobnie. W ostatnich 12 miesiącach najlepszy wynik uzyskał QUERCUS Akcji Tureckich 17,7%. Podczas gdy pozostałe miały wyniki między 1% a 8%.

No dobrze, ale indeks giełdy w Turcji (ISE100) w tym czasie zarobił 41%!

Wszystko stanie się jasne gdy zrozumiemy w co inwestują fundusze akcji tureckich

A fundusze akcji tureckich inwestują w …. akcje na giełdzie w Stambule. To oczywiste. Ale – zauważmy – że akcje na giełdzie w Stambule fundusze kupują za … liry tureckie. Nie za złotówki.

Giełda w Turcji owszem – zarobiła 40%, ale w lirach tureckich. Nie w złotówkach. I w przypadku funduszy akcji tureckich ujawniło się ryzyko walutowe.

Na tym wykresie widać co się stało:

Wzrosty na giełdzie w Turcji zostały ‚zjedzone’ przez spadek ceny liry tureckiej.

Fundusze akcji tureckich w ostatnim roku

Giełda w Turcji zarobiła 42%, a jednocześnie lira potaniała o 23%. Niestety – ryzyko walutowe zjadło wypracowane przez fundusze akcji tureckich zyski.

Przykładowo fundusz Akcji Tureckich zarobił 8,5%. Na wykresie widać dlaczego nie jest to 40%

A w ciągu 5 lat?

Podobnie. Zyski z rynku akcji w Stambule zjadł spadek kursu liry tureckiej.

To, że wynik funduszu jest w długim okresie słabszy niż nałożenie na siebie wyniku indeksu i giełdy – wynika z opłaty za zarządzanie oraz z tego, że fundusz nie inwestuje 100% kapitału na giełdzie. Trzymając część (z reguł kilka do 10%) w aktywach zbliżonych do gotówki do obsługi bieżących wypłat.

Karta funduszu wszystko powie

Warto zajrzeć do tego 2-3 stronicowego dokumentu. Poniżej to co można wyczytać z karty funduszu Arka Akcji Tureckich.

Fundusz nie ukrywa, że waluta w której inwestuje to Lira Turecka. Wiemy też, że faktycznie inwestuje w Turcji. W zdywersyfikowany portfel akcji.

Zastanawia mnie tylko jedno (dotyczy to większości funduszy rynków zagranicznych). Dlaczego jako benchmark podaje się tutaj indeks giełdy w Turcji. W przypadku ARKI wygląda to tak:

Inwestor nie przeglądając dalszej części karty funduszu mógłby błędnie założyć, że fundusz stara się zarabiać tak jak giełda (w 95%). Zdecydowanie bardziej poprawnym byłoby podanie jako benchmarku 95% BIST 100 Index + kurs TRY. Ale – nikt tego nie robi…

O autorze

Remigiusz Stanisławek

Witaj, z tej strony Remigiusz. Od 2006 roku uczę jak świadomie korzystać z funduszy inwestycyjnych i produktów inwestycyjnych. Czasem opiszę jakąś aferę :) Fundusze to nie lokata. To inwestycja. A inwestycją trzeba zarządzać. Ale wystarczy odrobina podstawowej wiedzy aby skutecznie inwestować. Jeżeli Twoje pieniądze są dla Ciebie ważne - może warto poświęcić im nieco więcej czasu?

Zostaw komentarz

komentarzy 9

  • Jeśli można to zamawiam więcej takich artykułów, również w innych grupach funduszy 🙂
    Niby wiedziałam, że wycena funduszy tureckich zależy w jakiś stopniu od kursu tureckiej waluty, ale dopiero tutaj ta zależność wydaje się bardzo prosta.

    • Nie. Ja zresztą wolę te, które mają ryzyko walutowe. Bo jednocześnie mają też korzyść walutową. I co ciekawe fundusze ‚nie chwalą’ się czy mają czy nie mają tego ryzyka walutowego. To co można przyjąć za prawie pewnik to: fundusze NN z dopiskiem (L) mają wyłączone ryzyko walutowe. Fundusze Skarbiec JPMOrgan – też. A inne – różnie. Większość ma ryzyko walutowe. A niektóre nie. Są też takie które próbują ‚grać’ dodatkowo na walucie i czasem to ryzyko zabezpieczają a czasem nie. Z ciekawostek – jest kilkanaście funduszy dostępnych w polisach inwestycyjnych, w których … ryzyko walutowe jest do PLN odwrócone. Czyli np taki dziwny fundusz indyjski zarabia od strony giełdy tak jak giełda w Indiach, a dodatkowo gdy kurs rupii w PLN maleje – to na tym inwestor zarabia. Za to jak kurs rupii rośnie to inwestor na tym traci 🙂 Bardzo przydaje się tutaj funkcja porównawcza wykresów funduszu do indeksu i waluty danego kraju – dostępna w ramach abonamentów portalu Opiekun Inwestora.

  • Niestety potwierdzam wniosek Alana na podstawie niestety własnych doświadczeń. Oddzielną kwestią są na przykłada fundusze inwestycyjne zamknięte. Zostałem niestety wkręcony, z braku wiedzy, w coś takiego i chciałem przestrzec innych bo do dziś nie mogę z tego wyjść bez straty ok. 60%. O co chodzi?. Fundusz nazywa się Private Equity (wszystkie te wehikuły nazywają się z angielskiego…!). Certyfikaty zostały opchnięte leszczom po 1400-1500 pln przez naganiaczy w stylu Vestor (Investor) gdy były na górce dzięki kampanii reklamowej i ładnym prospektom. Gdy zostały opchnięte kurs zaczął spadać i nieustanni spada… Dodatkowo, przy każdym zleceniu wykupienia pojawia się redukcja ok. 90% więc jeżeli ktoś posiada <10 certyfikatów wypada. Wykupy są realizowane co 3-12 miesięcy więc próbuję to opchnąć od 2012 roku a to zależy od tego czy im coś się uda opchnąć jakieś aktywo!. Pozostaje GPW (cetyfikat INVPEFIZ) ale kupują to za 40 % ceny nabycia. Już teraz wiem z pewnością, że tego typu przedsięwzięcia były tworzone z myślą zarobienia ale dla pomysłodawcy. Pomysł zakładał od początku że zarobią jedynie twórcy funduszu którzy wcześnie posiadali certyfikaty po 1000 pln i którzy opchnęli je w momencie wzrostu kursu i zarabiają nadal inkasując 3% za zarządzanie tym badziewiem. Straciła grupa frajerów zostanie wrobiona na długie lata i niemałe pieniądze. Geniusz tego pomysłu opiera się na całkowitym poczuciu bezkarności, cynicznej kalkulacji, a przy tym jest jest tak banalnie prosty w swojej konstrukcji. Przypomina wręcz wyłudzanie pieniędzy w stylu "łańcuszka szczęścia" robiącego furorę lata temu… Naprawdę, upłynnienie certyfikatów, jednostek uczestnictwa, obligacji czy innego badziewia to banalny sposób na przekręt a w dodatku podpada pod biznes a za to nie idzie się do odsiadki… Taka jest moja smutna konkluzja!

    • W grupie funduszy zamkniętych fundusze Venture Capital to fundusze o jednym z najwyższych poziomów ryzyka. Jeżeli jakiś pseudododarca obiecał, że jest to pewny zysk to … nic na to nie można poradzić. Fundusze nie powstają po to aby wyłudzić pieniądze… Fundusze realizują swoją politykę inwestycyjną. A te zamknięte inwestują często w biznesy gdzie jest duże ryzyko niepowodzenia – szczególnie przy Private Equity. A już największe gdy inwestorzy zaczynają się szybko z funduszu wycofywać – co działa na szkodę wszystkich inwestorów – ponieważ fundusz musi wtedy upłynniać aktywa, które nie są płynne – przez co znacząco tracą na wartości. Zakładam, że gdyby doradca, który Panu to zaproponował był doradcą certyfikowanym (jest nas w Polsce kilkuset) nie opowiadałby bajek. Fundusze FIZ – a szczególnie PrivateEquity mają bardzo małą płynność (co zresztą jest wyraźnie podane w statucie funduszu).

      Rozumiem Pana sytuację – i zawsze trudno jest mi w takiej sytuacji ponieważ nie jestem z tej grupy autorów, którzy będą dołączać się do narzekań po to aby nabijać sobie wielu czytelników. Ja mogę tylko napisać jak jest w rzeczywistości. Po to aby inni, oraz Pan w przyszłości nie popełniali już takich błędów. Inwestycje VC w proponowanych przeze mnie portfelach stanowią 5-15%. I inwestorzy doskonale wiedzą i rozumieją w co i dlaczego inwestują. Tym różni się doradztwo finansowe od opowiadania bajek, które – jak Pan przyznaje – opowiadali jacyś doradcy.

      W inwestycjach VC czy też PrivateEquity pierwszym zdaniem które powinno się pojawić jest to: Tego typu inwestycje mogą generować zyski nawet ponad 20-30% rocznie. Ale z ryzykiem utraty nawet całości kapitału. I z ryzykiem braku płynności. W zamian za te właśnie ryzyka dają szansę (ale nie pewność) uzyskania w długim okresie świetnych zysków. Co nie zawsze się udaje.

      Transakcje na rynku wtórnym czyli na giełdzie takimi certyfikatami nie są bezprawne. Ww tym przypadku działają prawa podaży i popytu. Tak samo jak akcje. W roku 2007/2008 prawie wszystkie akcje spółek traciły ponad 50%. To nie było oszustwo. Tak działają rynki kapitałowe. Jeżeli są chętni aby drogo kupić lub tanio sprzedać i po drugiej stronie transakcji inni, którzy chcą drogo sprzedać i tanio kupić dochodzi do transakcji.

      • Ok. Wszystko pod względem formalnym jest bez zarzutu w stosunku do takiego tworu pod nazwą fundusz o czym też napisałem. Dlatego też uważam, że jest to idealny sposób na zrobienie przekrętu finansowego dla ludzi którzy mają niecne zamiary a przy tym jest to zbrodnia (finansowa) doskonała bo pod względem formalnym wszystko jest w należytym porządku, inicjatorzy funduszu są czyści… Aby coś dowieść należałoby dokonać drobiazgowej analizy upłynnień certyfikatów przez nich posiadanych i powiązania z czasem dystrybucji przez biuro maklerskie po znacznie już wyższej wycenie. Skąd ta wycena tak nagle zaczęła drastycznie piąć się w górę i czy wówczas nie następowało upłynnianie dotychczasowych posiadaczy związanych z emitentem?

        • Panie Bartku, dziękuję za rzeczowe odniesienie się do tematu. Zapewniam (a branże funduszy znam bardzo dobrze), że celem 99% funduszy inwestycyjnych nie jest z założenia ‚oszukanie inwestorów’. Zdarzą się czarne owce (na razie kilka funduszy – toczy się postępowanie, więc też nie można w tej chwili określać czy to błąd przy pracy czy też celowe działanie – dopóki nie zakończy się śledztwo). Mówimy o kilku funduszach w grupie kilku tysięcy. Statystyka jak w każdej branży.

          Do robienia przekrętów najwygodniej jest zrobić to w formie emisji akcji prywatnych. Inwestor ma kwitek, i jak firma za pieniądze inwestorów kupi sobie Mercedesy to inwestor nie ma za bardzo pola manewru.

          Funduszu nie da się założyć ‚ot tak’. Raz że trzeba mieć licencjonowanych doradców inwestycyjnych (trzeba byś szaleńcem aby celowo zepsuć sobie nazwisko na całe życie jakimś przekrętem), dwa założyć TFI (koszty, czas – często ponad rok) a potem jeszcze stworzyć fundusz…

          Sprzedaż na rynku wtórnym realizowana jest po cenie takiej jaką ustalą inwestorzy między sobą. Jeżeli kupujący mając doskonałą wiedzę o rynku, o tym w co inwestuje fundusz (to nie jest wielka tajemnica), historii ludzi związanych z takim biznesem widzi, że są wielkie szanse na duże zyski – to zapłaci więcej, szczególnie gdy nie jest dostępna nowa emisja. Jeżeli potem na inwestycji straci – to rozumie, że to była jego decyzja.

          Jeżeli natomiast jacyś naganiacze zachęcali osoby, które nie miały wiedzy w co inwestują w takie certyfikaty po wyższej cenie – to jest to oczywiście postępowanie naganne. Może z tytułu kodeksu cywilnego jakiś pozew dla pseudodoradców wytoczyć.

          Zyskiem TFI jest opłata za zarządzanie. Fundusz sam nie może kupować swoich certyfikatów. Oczywiście mogą to robi krewni i znajomi… Ale naprawdę musieliby mieć przekonanie, że na tym zarobią. Zresztą mówimy tu o kupowaniu na górce po 40% wzrostach. To naprawdę nie jest jakiś gigantyczny zysk za który można ryzykować zamknięciem biznesu. Jeżeli załóżmy hipotetycznie – przyjaciele – nabyli nawet 50% wszystkich certyfikatów i nagle wszyscy sprzedali z zyskiem 40% (co też nie jest możliwe aby taki wygenerować obrót). To oznaczałoby 40% zysku od połowy aktywów funduszu czyli powiedzmy 20% w odniesieniu do kapitału. jeżeli fundusz zarabia 3-4% rocznie to ten sam wynik wypracuje w LEGALNIE 5-6 lat zakładając wzrost wartości.

          Co do wzrostów 40%. W tej grupie funduszy nie jest to nic nadzwyczajnego. Fundusz wycenia aktywa. Jeżeli na początku miał gotówkę a potem nabył jakieś atrakcyjne (na tamten moment spółki) to wartość jednostki wycenia się (nie na kolanie, tylko według określonych zasad) i może pojawić się wzrost.

          A spadki? jeżeli jest to ten fundusz co myślę to wystarczy poczytać komunikaty, które przekazywał inwestorom dokładnie tłumacząc z jakich problemów (w kupionych biznesach czy też w formie finansowania) poszło coś nie tak. Po prostu – biznes nie wypalił na tym etapie i inwestorzy mają problem.

          Gdyby ktoś wpadł na pomysł aby ‚krewnym i znajomym’ nakazać jakieś działania musiałby złamać tajemnicę funduszu. Której naruszenie z ustawy jest karalne. Naprawdę lepszym sposobem na przekręt jest umowa prywatnej pożyczki do firmy czy też akcje prywatne. Wtedy hulaj dusza …

      • Jeszcze jedno. Jeżeli fundusz ma zapisane w statucie, że będzie inwestował w spółki niedoinwetowane, po czym będzie je restrukturyzował a nabywa po kilkanaście procent udziałów to jak ma wpływ na procesy zachodzące w firmach jeżeli jest udziałowcem mniejszościowym? Ściema od początku? Jaką kontrolę mają nabywcy certyfiktów na sposób inwestowania ich środków w tych „restrukturyzowanych” podmiotach?

        • I nawet wiadomo w jakie spółki inwestuje – to jest w sprawozdaniach plus w informacjach udostępnianym inwestorom. A to w jaki sposób fundusz ma wpływ na decyzje w spółkach to już powinien wyjaśnić sam fundusz inwestorom w momencie sprzedaży certyfikatów. Ja jako inwestor jeżeli czegoś o danym biznesie nie wiem – lub ktoś nie chce mi czegoś udostępnić – to nie zainwestuję i nigdy nie polecę takiego produktu mojej grupie inwestorów.

          Nabywcy certyfikatów funduszu nigdy nie mają żadnego wpływu na to jak inwestuje fundusz. Po to jest instytucja funduszu jako zbiorowego inwestowania – aby inwestorzy nie musieli się o to martwić. Oczywiście wcześniej muszą zaufać zarządzającym i modelowi biznesu. Inwestorzy nie mają wpływu na decyzje inwestycyjne jakie podejmuje zarządzający. A już w szczególności na to jak zarządzane są spółki, które nabył fundusz.

          Natomiast może się zdarzyć (i zdarzało się) że powstawały fundusze, które potrafiły prowadzić świetną akcję reklamową, miały świetnych ‚rasowych sprzedawców’ i z małym doświadczeniem wchodziły na jakiś rynek i potem … po prostu nie wychodziło. Dlatego tak ważnym jest aby bardzo dokładnie zbadać fundusz, osoby z nim związane zanim się w nie zainwestuje.

          Mam prywatnie wiele inwestycji, w tym kilka większych kwot w funduszach zamkniętych i śpię spokojnie – zarabiając średnio ponad 9% rocznie. Ale znam bardzo dużo informacji o modelu biznesu, o tym skąd się biorą zyski.

          I tak jak w każdej branży. Są produkty lepsze, gorsze i te słabe. Także na rynku funduszy. Czasem coś co pięknie wygląda w reklamie działa słabo. Licząc na to, że ktoś dokładnie nie sprawdzi.

          Problem z funduszami FIZ w formie obrotu wtórnego certyfikatami generuje dodatkowe ryzyko. Pseudodaradcy będą wychwalać, że to przecież Fundusz Zamknięty, a inwestorzy – mogąc inwestować mniejszymi niż 40.000 kwotami często po prostu nie sprawdzą. Czyste fundusze FIZ wymagają minimalnej wpłaty 40.000 EUR. A to (w większości przypadków, choć nie zawsze) powoduje, że inwestor jednak zanim taką kwotę zainwestuje bardzo dokładnie będzie starał się zrozumieć co to za inwestycja i jakie są ryzyka i jak są zabezpieczone.