Do 2014 roku system bankowy w Europie upadnie. Zbankrutuje nie tylko Grecja ale i kilka innych krajów z południa Europy. Bankowy Fundusz Gwarancyjny nie będzie nic wart. Pieniądze zainwestowane na giełdach stracą kilkadziesiąt procent, pieniądze zgromadzone na lokatach okażą się nie do odzyskania…

Na szczęście to tylko wizja zagłady systemów finansowych, którą od dawna głosi profesor Krzysztof Rybiński, pomysłodawca uruchomionego w lutym przez Opera TFI funduszu inwestycyjnego Eurogeddon. O tym funduszu napisano wiele. Ja postanowiłem udowodnić następującą tezę:

[stextbox id=”alert”]Wybierając ten fundusz wcale nie zapewniamy sobie krociowych zysków w razie realizacji tego scenariusza![/stextbox]

Ciemno wszędzie, głucho wszędzie. Co to będzie, co to będzie…

Założenia funduszu inwestycyjnego Opera Eurogeddon to zarabianie w sytuacji:

  • bankructwa Włoch
  • upadku wielu banków w latach 2012-2013
  • głębokiej recesji i znacznej przeceny na rynku akcji

W reklamach czytamy: fundusz to „innowacyjny produkt, który jako pierwszy i  aktualnie jedyny stawia na krach giełdowy i kryzys w strefie euro”. Cóż… to prawda. Rzeczywiście drugiego takiego funduszu nie znajdziemy! Według zasady: im gorzej na giełdach, tym większe zyski.

Gdy upadną banki…

Profesor straszy brakiem zabezpieczeń pieniędzy na lokatach (poczytać o tym można tutaj – warto – w reklamówce funduszu straszy się inwestorów zdaniem „W sytuacji run-u na banki Bankowy Fundusz Gwarancyjny pokrywa niecałe 2% depozytów w Polsce”!). Coś mi tu nie gra. ale… być może w tym jest metoda – granie na „strach” inwestorów ma swoją kontynuację w swoistym „planie ratunkowym funduszu”:

Fundusz ma otwarty rachunek w Banku Gospodarstwa Krajowego i inwestuje tylko na super płynnych rynkach. W przypadku oznak załamania systemu bankowego w Europie natychmiast zamyka wszystkie pozycje, kupuje dolary i lokuje wszystkie środki albo w obligacje rządu USA, rządu Niemiec lub na lokatach w BGK.

A gdy jednak Europa się nie zawali?

Cóż, wtedy fundusz straci.

Zresztą, wprost się do tego przyznaje. Podkreślając, że  ‚Fundusz  stosuje  pasywną  strategię  inwestycyjną’ – czyli nie będzie się starał w żaden sposób temu zaradzić.

Dlaczego nawet w przypadku upadku Europy inwestorzy nie zarobią?

Ulotki funduszu zgrabnie przekonują:
[stextbox id=”info”]W  przypadku  krachu  ludzie mogą  stracić  znaczną  część depozytów,  a  Klienci  naszego Funduszu śpią spokojnie i zarabiają.[/stextbox]

Obawiam się, że nie śpią spokojnie. Taki pozytywny scenariusz dotyczy wyłącznie inwestora, który wszystkie swoje oszczędności wypłacił z banku i wpłacił do funduszu Eurogeddon.

W większości przypadków inwestor zastosuje (tak często promowaną) dywersyfikację – do funduszu ‚czarnego scenariusza’ wpłacając jedynie część środków. Efekt? Jeżeli inwestor:

  • część pieniędzy trzyma na lokatach (które zdaniem profesora mogą ‚wyparować’)
  • inwestuje w inne instrumenty finansowe (np. fundusze akcji)
  • a część zainwestuje w Eurogeddon …

… to w efekcie tak skonstruowanej ‚błędnej dywersyfikacji’ ostatecznie wynik zbliżony będzie do ‚zera’:

  • jeżeli inwestor zarobi na funduszu Eurogeddon to straci na funduszach akcji
  • jeżeli giełdy zarobią, a Eurogeddon straci – to chociaż część akcyjna portfela zarobi.

Upadnie? Czy nie upadnie?

Inwestowanie tylko części oszczędności w ten fundusz w mojej ocenie jest mało atrakcyjne. Jednoczesne inwestowanie w dwie przeciwne strategie jest … błędną dywersyfikacją. Giełdy zarabiają – fundusz traci. Giełdy tracą – fundusz zarabia.

Pasywne inwestowanie jak zwykle się nie sprawdza.

Fundusz dla absolutnych pesymistów ale z nutką hazardu we krwi

Aby inwestor (mowa o całym portfelu inwestycyjnym) faktycznie zarobił (na całym portfelu) na upadku strefy euro i bankructwie banków musiałby większość oszczędności wpłacić w ten jeden fundusz.

Ciekaw jestem czy wielu inwestorów, którzy wybrali ten fundusz dokładnie przemyślało tę decyzję, czy też działali na zasadzie ‚reklamy’ i mody na mówienie o kryzysie strefy euro.

UDOSTĘPNIJ

6 KOMENTARZE

    • Wyniki funduszu w 2012 roku dobitnie udowadniają, że homo sapiens słabo sobie radzi z przewidywaniem przyszłości nawet z IQ profesora Rybińskiego. Profesor praktycznie co rok wieszczy krach, kiedyś trafi…

  1. Obawiam się, że fundusz prof. Rybińskiego nie jest przeznaczony dla pesymistów, lecz dla osób, które: (1) wierzą i ufają w słowa profesora; (2) wierzą i ufają w słowa profesora bo rozumieją co się dzieje w ekonomii. Współczesne myślenie ekonomiczne to nic innego jak wiara w siłę ingerencji państwa oraz banków centralnych. Wystarczy przestudiować historię ekonomii i przede wszystkim krachów ekonomicznych, żeby się przekonać, że to co dzieje się teraz jest dokładnym powielaniem błędów z przeszłości.

    Z chęcią – o co nawet uprzejmie proszę – przeczytałbym o argumentach przemawiających za tym, że nie będzie krachu.

    Czy jeśli ktoś widzi ciemną chmurę za oknem i stwierdza, że będzie lało jak cholera to jest pesymistą??

  2. Raczej mało prawdopodobne żeby pieniądze z lokat bankowych poznikały. Ten scenariusz jest wymysłem raczej skrajnych pesymistów. Grunt to trzymać się z daleka od parabanków i wysztko będzie dobrze. http://www.comperia.pl/lokaty_bankowe – Lokata bankowa to jedyne miejsce gdzie jestem skłonny umieścic swoje oszczędności i wiem, że mogę spać spokojnie.

  3. Po 1 jest już Quercus ( w Skandii nr3), który zarabia na spadkach, działa bardzo dobrze od ostatniego „kryzysu”, po 2 bfg i tak zapłaci, chyba że pieniądze nigdy więcej w bankach się nie pojawią ( epoka lodowcowa…), po 3 jeżeli „inwestor” żyje to w kilka godzin, dni może przesunąć 100% swoich aktywów na ten zarabiający fundusz.
    Dobrze jest analizować, ale lepiej przbierać dane realne, na skrajnych nawet można dowieść, że żyjemy na marsie ….

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here