„Instytucje finansowe w Polsce są za drogie dla klientów” ? uważa Dobiesław Tymoczko, wicedyrektor Departamentu Systemu Finansowego w Narodowym Banku Polskim.

„Panowie – nie straszcie obywateli!” muszę zareagować (Remigiusz Stanisławek).

Ale o co chodzi?

W grudniu 2013 media często cytowały fragmenty wywiadu z wicedyrektorem DSF w NBP. Wywiadu, z którego przekazem całkowicie się nie zgadzam. A tak naprawdę z przekazem płynącym z artykułów nie zgadzają się liczby i fakty.

Od przedstawicieli rynku finansowego (a takimi postrzegany jest także NBP) oczekiwałbym więcej rozeznania w tematach, w których pojawiają się wypowiedzi w mediach. Jeżeli w jakiejś materii czujemy się niezbyt pewnie – lepiej powstrzymać się od wypowiedzi.

A media lubią sensacje – i bezkrytycznie opublikowały wypowiedzi (niektóre merytorycznie błędne lub co najmniej niedopowiedziane) przedstawiciela NBP. Stąd konieczność trzeźwego spojrzenia na temat i pokazania jak jest naprawdę. To mój głos w dyskusji, zachęcam też do komentowania.

Aby wyjść ‚na zero’ trzeba zarobić 20% w skali roku?

Zdaniem Tymoczki najwięcej zastrzeżeń można mieć do TFI i do PTE. Przedstawiciel NBP zwracał uwagę na wysokie opłaty pobierane przez nie od klientów ? nabywców funduszy inwestycyjnych. Przedstawił symulację dotyczącą tego, jakie powinny być wyniki osiągane przez fundusze, aby klienci wychodzili ?na zero? czterokrotnie w ciągu roku zmieniając fundusz. W przypadku funduszy akcji krajowych powinno to być prawie 22 proc., w akcjach zagranicznych ? 24 proc., a przy funduszach inwestujących w dług krajowy ? ponad 7 proc. W większości przypadków stopy zwrotu funduszy są niższe.

Mój komentarz: W tej wypowiedzi autor popełnia błąd – zakładając każdorazowo pobieranie przez fundusze opłaty manipulacyjnej. Faktycznie – większość inwestorów na rynku funduszy grzecznie płaci prowizje od zakupu funduszu – kupując fundusze w okienku bankowym. Ale tylko dlatego, że nawet nie sprawdziło, czy tych funduszy nie można czasem nabyć bez prowizji.

Przypomnę: ponad 200 funduszy od ponad 10 lat można kupować bez prowizji na platformach typu mBank. Oczywiście – jeżeli inwestor 4-krotnie zmieni fundusze inwestując bezpośrednio w bankach to faktycznie aktywne zarządzanie nie ma sensu. Przy funduszach akcji faktycznie zapłaci 4x po około 4% prowizji. Ale zapłaci tylko dlatego, że nawet nie sprawdził, czy można inwestować bez prowizji. Przedstawiciel NBP także nie sprawdził i powielił tylko wielki mit o konieczności płacenia prowizji za zakup funduszy. I to mnie osobiście boli w tej wypowiedzi.

Zresztą – ten sam mit (prowizje od wpłat do funduszy) powielany był już w 2009 roku (np. w tej audycji (dzień dobry TVN)). Zamiast straszyć prowizjami od zakupu funduszy o wiele bardziej praktyczną informacją dla telewidzów byłaby informacja o tym,  że tych opłat wcale nie trzeba ponosić.

Nowy sposób liczenia wyników funduszy inwestycyjnych?

Jeżeli przynosimy 100 zł do funduszu akcji krajowych to prawie 4 zł zabiera TFI i inwestuje tylko 96 zł. Zakładając, że fundusz w ogóle zarobi i to powiedzmy 9 proc., po roku mamy 105 zł. Z tego zostanie pobranych około 3,6 proc. opłaty za zarządzanie, a więc zostaje jakieś 101 zł, od których odejmujemy opłatę za umorzenie i znowu schodzimy poniżej 100 zł.

Mój komentarz: W powyższej wypowiedzi mamy kilka nieścisłości. Choć być może chodzi tu o proste pomieszanie pojęć. Przedstawię moją wersję dotyczącą tych samych założeń. Jeżeli fundusz zarobił 9% to inwestor nie stracił – tylko zarobił 9% (przed opodatkowaniem). Kropka.

To co chcę skomentować w tej wypowiedzi to:

a) ponownie przyjęcie, że obowiązkowo inwestor zapłaci prowizję od wpłaty i prowizję od wypłaty. Powtórzę: takie prowizje zapłaci tylko inwestor, który nie interesuje się swoimi oszczędnościami – nie ma żadnego problemu (od ponad 10 lat) aby kupować i sprzedawać fundusze bez prowizji.

b) odejmowanie opłaty za zarządzanie od wyniku funduszu. Wynik funduszu rozumiemy jako oficjalnie przedstawiony wynik będący różnicą ceny dziś z ceną z przeszłości. I w tym rozumieniu opłata za zarządzanie jest wliczona w wyniku funduszu. Niczego nie trzeba odejmować. Tu mogę tylko podejrzewać, że autor miał na myśli wynik wewnętrzny inwestowania w funduszu – czyli fundusz zarobił 9%, od tego odjął opłatę za zarządzanie i opublikował wynik. I raczej na pewno o to chodziło w tej wypowiedzi. Problem w tym, że czytelnik odbiera to w ten ‚drugi, błędny sposób’. Czyli zakłada, że od wyniku (podanego na stronie funduszu) trzeba odjąć opłatę za zarządzanie. Dobrze byłoby w wypowiedziach to uszczegółowić.

To w końcu w jaki sposób fundusze publikują swoje wyniki?

Fundusze inwestycyjne są piekielnie drogie ? stwierdził Dobiesław Tymoczko. Fundusze inwestycyjne nie powinny pokazywać tylko czystego wyniku za zarządzenie, ale wyniki po uwzględnieniu wszystkich opłat. Oczywiście same z siebie z tego nie zrobią i tu widzę rolę dla instytucji z założeniach dbających o konsumenta jak UOKiK i KNF ? dodaje Tymoczko.

Mój komentarz: o ile jeszcze brak wiedzy o możliwości inwestowania bez prowizji można zrozumieć – to już powyższa teza o tym, że fundusze powinny pokazywać wyniki po uwzględnieniu kosztów jest co najmniej zaskakująca. I świadcząca o znikomej wiedzy na poruszany w wypowiedziach temat.

Przypomnę: fundusze inwestycyjne pokazują swoje wyniki już po uwzględnieniu opłaty za zarządzanie. Czyli po uwzględnieniu wszelkich opłat. Jeżeli fundusz pokaże zysk 15% to inwestor w tym funduszu zarobił 15%. I zapewniam – nie ma tu potrzeby żadnej interwencji ze strony UOKiK i KNF:) Co więcej – robią to same z siebie 🙂

Fundusze od zawsze w ten sposób publikują swoje wyniki. Nie wiem jakie inne opłaty powinny uwzględniać? Przecież nie prowizję od wpłat – którą ponosi się tylko wtedy gdy inwestor nie sprawdzi szczegółów oferty danego dystrybutora i (nie)świadomie przepłaca.

Czy faktycznie opłaty w funduszach są horrendalne?

Horrendalna wysokość opłat jest korzystna tylko dla właścicieli TFI. Dane z raportu pokazują, że prowadzenie funduszu inwestycyjnego jest jednym z najbardziej rentownych biznesów w Polsce Wysokość opłat za zarządzanie jest niezwykle ważna, bo teoria finansów mówi, że w długim okresie (a w takim oszczędzamy przecież na emeryturę) żadna inwestycja nie pobije średniej zmiany indeksów giełdowych. Nawet więc jeśli jakiś fundusz zarobi w jednym roku 100 proc., to w kolejnym może być gorszy i ostatecznie jego wyniki dążą do średniej. A właściwie dążyłyby gdyby nie opłaty pobierane po drodze, które mają największy i negatywny wpływ na wynik inwestycji.

Mój komentarz: koszty są istotne. Ale nie oszukujmy się – fundusz to też biznes. Zgodzę się, że często fundusze przegrywają z indeksem giełdowym – ale także bez trudu wskażemy fundusze, które w poszczególnych latach zarabiają dużo lepiej niż giełda. Zgodzę się, że jakość funduszy jest zmienna – ale te zmiany nie pojawiają się z dnia na dzień. Jeżeli inwestor będzie śledził wyniki funduszy i dokonywał między nimi zmian – choćby raz w roku, nawet cały czas inwestując w fundusze akcji krajowych uzyskałby wynik lepszy niż indeks giełdy. Ale tylko gdy inwestowanie potraktował jak inwestycję, a nie jak wpłacanie. Znajdziemy fundusz akcji, który w 10 lat przyniósł stratę – Pioneer Akcji Polskich (7-5-2004 do 7-5-2014 wynik … minus 18%) ale jeżeli inwestor nie zauważył spadku jakości tego funduszu w ostatnich latach – nie można na to nic poradzić. Inwestowanie wymaga choćby minimalnego zaangażowania. Ale faktem jest że w długim terminie wyniki funduszy rzadko będą biły indeks giełdowy – co tylko potwierdza, że warto inwestycji doglądać.

Fundusze akcji polskich to z reguły 3-4% opłaty za zarządzanie. Ale już inwestowanie w zagraniczne fundusze akcji może być objęte znacznie niższą – nawet w granicach 1% opłaty roczną. I także wliczoną już w cenę jednostki funduszu.

Czy naprawdę ETFy są doskonałe?

Konsekwencją zastosowania tej teorii na rynku amerykańskim był rozwój ETF-ów (ang. Exchange-traded fund) ? pasywnie zarządzanych funduszy, które tylko replikują indeks. Ich ogromną zaletą są niskie opłaty.

? Rekordowo niską opłatą jaką znalazłem na tamtejszym rynku było 0,03 proc., 0,05 proc. jest normą, a fundusze pobierające 0,07 proc. uważane są za drogie ? mówi Tymoczko. ? Mam nadzieję, że i polski rynek będzie kiedyś na tyle duży, że pojawi się u nas jakiś gracz oferujący ETF-y z tak niskimi opłatami ? dodaje.

Mój komentarz: jeżeli celem inwestora jest po prostu w długim okresie uzyskać wynik podobny do indeksu giełdowego – wtedy ETF będzie idealnym rozwiązaniem. Ale – bądźmy konsekwentni – jeżeli zarzucamy funduszom to, że czasem zarabiają 100% a czasem tracą – dokładnie to samo należy powiedzieć o ETF. ETF będzie biernie odzwierciedlał indeks giełdowy – i przy spadkach (np. 2008 rok) będzie biernie tracił nawet ponad 50% niwelując zyski z poprzednich lat. Pytanie – czy tego oczekuje inwestor…

Wyolbrzymianie niskich opłat w ETFach jest w mojej ocenie także na wyrost. Podkreślam: chcąc wpłacić i zapomnieć – ETF może być atrakcyjny. Ale – wróćmy do pierwszego z zarzutów dotyczących funduszy – czyli problemu 4-krotnego dokonania zmian w portfelu w ciągu roku. Pokazałem już, że w przypadku funduszy taka operacja nie musi skutkować pobraniem żadnych opłat manipulacyjnych. A w przypadku dokonania 4 zmian w ciągu roku między różnymi funduszami ETF? Biuro maklerskie obciąży nas 8-krotnie prowizją (4x za zakup i 4x za sprzedaż waloru jakim jest ETF). Przy opłatach około 0,4% (standard w biurach maklerskich w Polsce) zarządzanie ETFami będzie kosztowało w takim przypadku 3,2% – znacznie więcej niż wliczona w cenę funduszy zagranicznych opłata za zarządzanie.

Zaletą ETF są niskie opłaty wliczone w cenę. Wadą – o której się nie wspomina – są opłaty manipulacyjne za obracanie tymi walorami. I praktycznie pewność, że zysk ETF nie będzie lepszy niż indeksu giełdowego.

Podsumowanie

Inwestowanie na cele emerytalne często traktowane jest w Polsce jako dodatkowy i przykry obowiązek. I traktowany trochę po macoszemu – na zasadzie: jeżeli już się decyduję, to chcę to mieć jak najszybciej ‚z głowy’. Czyli: inwestuję w pierwszy produkt inwestycyjny jaki się ‚nawinie’. Nie poświęcam czasu na porównanie ofert, na zrozumienie zapisów w regulaminach, na zrozumienie zasad działania. Wolimy po prostu wpłacać, nie interesować się. A gdy za 20-30 lat wyniki będą niezadowalające – zawsze można wrócić do narzekań. Ale to nie wróci straconych lat, w których można było inwestować, a nie po prostu wpłacać.

Polacy mają gdzie oszczędzać na emeryturę. Ale trzeba to wyraźnie powiedzieć: pod warunkiem, że poświęcą choć trochę czasu na zapoznanie się z możliwościami inwestycyjnymi i zasadami inwestowania. I choćby sprawdzeniem tego co mówią w okienku bankowym. A przede wszystkim nie przyjmowaniem ‚automatycznie’ tego co piszą media.

Możliwości inwestycyjnych jest wiele. Trzeba je tylko dostrzec i zrozumieć zasady działania.

Polacy lubią narzekać – i teorie spiskowe są tu bardzo chwytliwe. Wielu z nas oczekiwałoby tego, aby ktoś za nas bez żadnego ryzyka zapewnił zyski z inwestycji kilka razy większe niż lokata bankowa. Trzeba powiedzieć wprost: takie rzeczy to tylko w Erze (przepraszam – w TMobile :)). Ale na poważnie – inwestowanie wymaga zarządzania i świadomego podejścia. Jedynym miejscem z pewnym zyskiem bez ryzyka są lokaty bankowe i obligacje skarbowe (nie mylić z funduszem obligacji skarbowych). Każda inna forma to już inwestycja. A ta wymaga choćby podstawowego zaangażowania z naszej strony.

Zamiast narzekać na wysokie opłaty i prowizje – warto sprawdzić jak tych prowizji unikać. Zamiast zarzucać słabe wyniki długoterminowe funduszy – zrozumieć, że wystarczy w prosty sposób nimi zarządzać. I – zamiast ślepo wierzyć w to co piszą i mówią – sprawdzić jakie są fakty.

UDOSTĘPNIJ

5 KOMENTARZE

  1. Poważne pytanie, na które oczekuję poważnej odpowiedzi. Na jakiej podstawie przeciętny inwestor jest w stanie zauważyć pogorszenie się jakości zarządzania w funduszu ZANIM będzie to widoczne w wycenie jednostek? Na jakiej podstawie ma wybrać inny fundusz, który W PRZYSZŁOŚCI będzie miał wyższą jakość zarządzania? Czy nie przecenia Pan swoich zdolności wróżbiarskich?

    • Dziękuję – postaram się w skrócie odpowiedzieć na Pana pytania. Po szczegóły zapraszam na comiesięczne spotkania online, które prowadzę od kilku lat. Są bezpłatne, i jednym ze stałych elementów jest właśnie pokazywanie w jaki sposób można zauważyć pogorszenie się wyników funduszy. Spotkania dostępne tutaj (najbliższe już 30 maja)

      W inwestowaniu nie jest łatwo i nie ma często potrzeby reagować zanim coś się wydarzy. Potocznie inwestowanie traktuje się jako konieczność prognozowania przyszłości – to często wynika (wystarczy przejrzeć różne dyskusje w sieci) z oczekiwania aby łapać ‚górki’ i ‚dołki’. Od 2006 roku pokazuję, że zamiast przewidywania przyszłości wystarczy reagować na to co się wydarzyło. Nie trzeba wtedy ani doktoratu z ekonomii ani szklanej kuli 🙂

      Co nie oznacza, że w wielu przypadkach można ocenić co się będzie działo w przyszłości z funduszami – szczególnie niskiego ryzyka. W kwietniu 2013 roku prowadziłem (odpłatne) szkolenie na temat tego jak będą zachowywać się wyniki funduszy obligacji skarbowych w 2013 i 2014 roku – podobne szkolenie prowadziłem na początku tego roku. I zapewniam – to nie magia 🙂 Jeżeli wiemy w jaki sposób działają określone kategorie funduszy to naprawdę nie jest to bardzo trudne aby móc z dużym prawdopodobieństwem zakładać ich zachowanie w przyszłości.

      Ale trochę nie tego dotyczy Pana pytanie. Na rynku mamy wiele funduszy – i jeżeli przykładowo inwestujemy w funduszu obligacji skarbowych A, to zawsze możemy porównać jego wyniki do pozostałych funduszy – ale tego samego rodzaju. Jeżeli fundusz A osiągał systematycznie lepsze wyniki od innych a od kilku miesięcy (co najmniej 2 lub 3 w tego typu funduszu) zaczyna uzyskiwać wyniki słabsze od jemu podobnych – to znak, że warto rozważyć zmianę funduszu (o tym dlaczego – wymagałoby znacznie dłuższego komentarza). Pomocna może być tu informacja, że fundusze rzadko zmieniają swój portfel i nie spekulują w ramach swojego portfela – jeżeli w daną sytuację rynkową fundusz ‚wchodzi’ z określonym portfelem i w obecnej sytuacji ten portfel się nie sprawdza – wtedy fundusz ‚nie dostosowuje się do sytuacji – i z reguły nie zmienia portfela (nie taki jest cel funduszu) – a to powoduje, że przez dłuższy czas będzie osiągał słabsze wyniki od innych.

    • Od początku działania Opiekuna Inwestora dostarczamy rankingi funduszy (oparte o analizę dynamiczną – nie ‚zwykłe’ „który fundusz ostatnio najwięcej zarobił”), jest Lista Okazji Inwestycyjnych (funkcja bardziej zaawansowana ale pomagająca w poszukiwaniu funduszy, w których właśnie zmieniła się jakość zarządzania). Można próbować ręcznie śledzić zachowania funduszy i codziennie je monitorować – to znacznie trudniejsze, ale też możliwe.

      Wystarczy po prostu rozumieć jak działają fundusze i monitorować ich wyniki.

      Ale – zadał Pan także istotne pytanie „czy przeciętny inwestor może odpowiednio dobierać fundusze”. Może. O ile potraktuje swoje oszczędności na tyle poważnie, aby zdobyć podstawową wiedzę o inwestowaniu. Nie trzeba lubić matematyki, nie trzeba pasjonować się rynkami – trzeba tylko znać i rozumieć podstawowe zasady – fundusze to nie giełda. Inwestowanie jest proste – ale nie jest trywialne (a to niestety próbują wmawiać w bankach – zachęcając do zasady wpłać, zapomnij).

      Co do zdolności wróżbiarskich 🙂 To nie czary, to nie magia. W temacie funduszy niskiego ryzyka bardzo dobrze oceniam swoje możliwości wyszukiwania funduszy, które w najbliższych miesiącach będą zarabiać wyraźnie lepiej od średniej. To akurat jest naprawdę całkiem proste.

  2. Dzień dobry,
    Przeglądam czasem Pana blog oraz niektóre komentarze i artykuły.
    Tematy, o których Pan pisze są dla większości blogowiczów niełatwe. Dla wielu trudne lub choćby mało zrozumiałe.
    A przecież ludziom (nie tylko forumowiczom na Pana blogu) chodzi często o poważne w ich życiu inwestycje, mają ważne powody inwestycji itp –
    co oznacza, że błąd lub niezrozumienie może wiele kosztować.
    Jedno jest pewne: tłumaczy Pan logicznie.
    Pozdrawiam i życzę sukcesów.
    Cezary Poddubiecki

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here